czwartek, 15 maja 2014

"Miłość i muzyka na pokładzie Titanica"


Proszę PW usunięte, a tu nowy post tak jak obiecałam. Natchnęła mnie do niego moja ukochana przyjaciółka i siostra <3 Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Życzę miłego czytania :D


                                             "Miłość i muzyka na pokładzie Titanica"


            Ona uwielbiała jak grał.  Potrafił bowiem wyczarować niesamowite melodie. A wszystko zaczynało się już od pierwszego dźwięku. Zawsze było to jedynie delikatne muśnięcie klawisza, potem następowała krótka cisza. To właśnie wtedy w jego głowie rysował się początek melodii. Lubiła tę ciszę. Napawała ją dreszczem ekscytacji i oczekiwaniem na kolejną porcję magii. Gdy pojawiały się kolejne dźwięki jej serce miękło, a oczy stawały się szklane. Muzyka, która wydobywała się z fortepianu wzruszała i porywała do krainy niezwykłych emocji, dlatego kiedy patrzyła jak on kołysze się  wraz  ze stworzoną przez siebie melodią zaczynała śpiewać. Pozwalała, by i ją porwała magia muzyki. Potrafiła godzinami siedzieć z nim w kajucie i tworzyć. Czasem otwierała bulaj, aby szum morskich fal oraz rześkie, słone powietrze natchnęło ich nową inspiracją. Kiedy kończył grać patrzył jej w oczy. Tak jakby widział ją po raz pierwszy. Było to przecież tak niedawno!
                Poszukiwała pracy, więc zaciągnęła się na statek. Co prawda nigdy nie chciała śpiewać do kotleta, ale ta oferta dawała jej szansę na porzucenie niepewnego życia. On trafił na statek przypadkiem. Jedyne co posiadał to muzyka, więc by zarobić na chleb grał. Najczęściej w podrzędnych knajpach. Lecz to właśnie w jednej z nich zauważył go pewien mężczyzna. Przedstawił się jako "zdesperowany armator niezwykłego odkrycia w turystyce wodnej". Tak oboje znaleźli się na tym statku. Tuż przed wypłynięciem z powodów organizacyjnych kazano zebrać się muzykom w sali balowej. On przyszedł jako pierwszy, aby wczuć się w klimat przyszłego miejsca pracy. Niedługo potem weszła ona. Gdy ich spojrzenia się spotkały stało się coś niezwykłego. Cały świat przestał się liczyć. Byli tylko oni wpatrzeni w siebie, jakby znali się od dawna. Nie mówili nic. On usiadł przy fortepianie i zaczął grać ciągle patrząc jej w oczy. Dźwięki z początku delikatne i ciche zaczęły przybierać na sile. Muzyką wyrażał swoje uczucia. Ona nie pozostała na to bierna. Pozwoliła, by jej czysty głos zgrał się z melodią.
                Tak wyglądało ich pierwsze spotkanie. I to przekazywał w swym spojrzeniu. Trwało to tylko chwilę, ale więcej nie potrzebowali. Zwłaszcza, że przygotowywali sie do kolejnego występu. Kapitan powiedział im jeszcze o dużym prawdopodobieństwie napotkania gór lodowych. Tak bardzo chcieli je zobaczyć! Oboje szczęśliwi, zakochani i pewni jutra. Nieświadomi, że będzie to ich ostatni występ.

wtorek, 13 maja 2014

I znów wśród żywych!! :D

Wiem, że trochę przeciągnęłam zawieszenie bloga, ale nie miałam na nic czasu. W najbliższych dniach powinien pojawić się nowy post!! :D
Aha i jeszcze jedna sprawa. Chciałam kontynuować PW ale jak tylko zaczęłam to czytać, tak do tej pory siedzę i się z tego śmieję xD Ciągle się zastanawiam jak mogłam napisać coś takiego, dlatego w najbliższych dniach usunę PW z bloga :3 oczywiście obiecane krótkie opowiadanka będą przesłane do czytelników. ;)