Dobra przyznaje się bez bicia dawno nie pisałam. Jednak całą odpowiedzialność zrzucam na mojego biednego chłopaka (kocham Cię <3 ), który jednak odkupił swoje winy inspirując mnie w kilku projektach. Mam nadzieję, że będę mogła wrzucać częściej niż ostatnio. To opowiadanie powstało w dużej mierze dzięki mojej wspaniałej przyjaciółce Zosi i wyżej wymienionemu chłopakowi. Mam nadzieje, że będzie w miarę strawne :P Miłego czytania :D
"Różowy Parasol"
Pada. Tutaj jest to częste zjawisko. Możliwie, ze kiedyś nawet miało swój urok, jednak aktualnie przeszło w obrzydliwą rutynę. Ludzie stali się zimni jak przenikający ich wiatr, a na twarzach mieli wypisaną udrękę i znużenie. Mimo to, codziennie o tej samej porze działo się coś co ogrzewało ludzkie serca i malowało uśmiech. Był to Różowy Parasol. A konkretnie chodzi tu o jego właścicielkę. Do tej pory nie wiem jak jej na imię, właściwie to nikt tego nie wie. Dla każdego członka naszego społeczeństwa była od zawsze Różowym Parasolem i tak już zostało.
Dziewczyna zaczynała urozmaicanie szarego życia sąsiadów o godzinie dziewiątej, wtedy z domu wyłaniał się parasol, zaraz po nim drobniutka właścicielka w kaloszach. I uśmiech. Naprawdę ogromny i szczery. Tak jasny w porównaniu z szarością otoczenia. Wystarczyło jedno spojrzenie na niego, by zrobiło się cieplej. Na tym się nie kończyło, bowiem Różowy Parasol wyruszała na spacer. Skakała od kałuży do kałuży, łapała żaby, śmiała się i wręcz tańczyła między kroplami deszczu. Zachwycało ją wszystko. Emanowała pozytywną energią i chcąc nie chcąc zarażała nią każdego na swojej drodze.
Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Ktoś zapragnął dołączyć do spacerującego szczęścia. Był to chłopak. Nazwałam go Niebieskim Parasolem. Obserwował on dziewczynę idąc zawsze kilka kroków za nią. Emanował miłością i uwielbieniem. Jednak nie potrafił się do niej zbliżyć. Zawsze, gdy był już bardzo blisko wycofywał się. Nie trwało to jednak wieczność. Pewnego dnia pokonał strach i zbliżył się. Na początku to była walka. Przez kilka dni dziewczyna była surowa i twarda. Jej słowa i postawa cięły bardziej niż miecz. On brał to wszystko znosił i nie ustępował. Walczył, aż pewnego dnia przerodziło się to w taniec. Niesamowite widowisko pełne emocji i uczuć. Wpatrzeni w siebie jakby nic więcej się nie liczyło. Ona jak baletnica kręciła się w śród kropel, a on niczym bezpieczna przystań tuż przy niej, by nic nie mogło się stać. Teraz codziennie widać dwa parasole różowy i niebieski. Tańczą razem wśród kropel deszczu pozostawiając w ludzkich sercach ciepło. A z tego co mi wiadomo za niedługo pojawi się trzeci. Ciekawe jaki będzie mieć kolor i ile szczęścia wniesie ze sobą na tą szarą ulicę.