Dobra przyznaje się bez bicia dawno nie pisałam. Jednak całą odpowiedzialność zrzucam na mojego biednego chłopaka (kocham Cię <3 ), który jednak odkupił swoje winy inspirując mnie w kilku projektach. Mam nadzieję, że będę mogła wrzucać częściej niż ostatnio. To opowiadanie powstało w dużej mierze dzięki mojej wspaniałej przyjaciółce Zosi i wyżej wymienionemu chłopakowi. Mam nadzieje, że będzie w miarę strawne :P Miłego czytania :D
"Różowy Parasol"
Pada. Tutaj jest to częste zjawisko. Możliwie, ze kiedyś nawet miało swój urok, jednak aktualnie przeszło w obrzydliwą rutynę. Ludzie stali się zimni jak przenikający ich wiatr, a na twarzach mieli wypisaną udrękę i znużenie. Mimo to, codziennie o tej samej porze działo się coś co ogrzewało ludzkie serca i malowało uśmiech. Był to Różowy Parasol. A konkretnie chodzi tu o jego właścicielkę. Do tej pory nie wiem jak jej na imię, właściwie to nikt tego nie wie. Dla każdego członka naszego społeczeństwa była od zawsze Różowym Parasolem i tak już zostało.
Dziewczyna zaczynała urozmaicanie szarego życia sąsiadów o godzinie dziewiątej, wtedy z domu wyłaniał się parasol, zaraz po nim drobniutka właścicielka w kaloszach. I uśmiech. Naprawdę ogromny i szczery. Tak jasny w porównaniu z szarością otoczenia. Wystarczyło jedno spojrzenie na niego, by zrobiło się cieplej. Na tym się nie kończyło, bowiem Różowy Parasol wyruszała na spacer. Skakała od kałuży do kałuży, łapała żaby, śmiała się i wręcz tańczyła między kroplami deszczu. Zachwycało ją wszystko. Emanowała pozytywną energią i chcąc nie chcąc zarażała nią każdego na swojej drodze.
Jednak pewnego dnia coś się zmieniło. Ktoś zapragnął dołączyć do spacerującego szczęścia. Był to chłopak. Nazwałam go Niebieskim Parasolem. Obserwował on dziewczynę idąc zawsze kilka kroków za nią. Emanował miłością i uwielbieniem. Jednak nie potrafił się do niej zbliżyć. Zawsze, gdy był już bardzo blisko wycofywał się. Nie trwało to jednak wieczność. Pewnego dnia pokonał strach i zbliżył się. Na początku to była walka. Przez kilka dni dziewczyna była surowa i twarda. Jej słowa i postawa cięły bardziej niż miecz. On brał to wszystko znosił i nie ustępował. Walczył, aż pewnego dnia przerodziło się to w taniec. Niesamowite widowisko pełne emocji i uczuć. Wpatrzeni w siebie jakby nic więcej się nie liczyło. Ona jak baletnica kręciła się w śród kropel, a on niczym bezpieczna przystań tuż przy niej, by nic nie mogło się stać. Teraz codziennie widać dwa parasole różowy i niebieski. Tańczą razem wśród kropel deszczu pozostawiając w ludzkich sercach ciepło. A z tego co mi wiadomo za niedługo pojawi się trzeci. Ciekawe jaki będzie mieć kolor i ile szczęścia wniesie ze sobą na tą szarą ulicę.
Kreatywnie
To blog z opowiadaniami zmyślonymi. Kocham pisać i chciałabym podzielić się swoją twórczością z innymi. Dlatego życzę miłego czytania. ^^
niedziela, 12 października 2014
czwartek, 15 maja 2014
"Miłość i muzyka na pokładzie Titanica"
Proszę PW usunięte, a tu nowy post tak jak obiecałam. Natchnęła mnie do niego moja ukochana przyjaciółka i siostra <3 Mam nadzieje, że Wam się spodoba. Życzę miłego czytania :D
"Miłość i muzyka na pokładzie Titanica"
Ona uwielbiała jak grał.
Potrafił bowiem wyczarować niesamowite melodie. A wszystko zaczynało się
już od pierwszego dźwięku. Zawsze było to jedynie delikatne muśnięcie klawisza,
potem następowała krótka cisza. To właśnie wtedy w jego głowie rysował się
początek melodii. Lubiła tę ciszę. Napawała ją dreszczem ekscytacji i
oczekiwaniem na kolejną porcję magii. Gdy pojawiały się kolejne dźwięki jej
serce miękło, a oczy stawały się szklane. Muzyka, która wydobywała się z
fortepianu wzruszała i porywała do krainy niezwykłych emocji, dlatego kiedy
patrzyła jak on kołysze się wraz ze stworzoną przez siebie melodią zaczynała
śpiewać. Pozwalała, by i ją porwała magia muzyki. Potrafiła godzinami siedzieć
z nim w kajucie i tworzyć. Czasem otwierała bulaj, aby szum morskich fal oraz
rześkie, słone powietrze natchnęło ich nową inspiracją. Kiedy kończył grać
patrzył jej w oczy. Tak jakby widział ją po raz pierwszy. Było to przecież tak
niedawno!
Poszukiwała pracy, więc zaciągnęła się na statek. Co prawda nigdy nie chciała śpiewać do kotleta, ale ta oferta dawała jej szansę na porzucenie niepewnego życia. On trafił na statek przypadkiem. Jedyne co posiadał to muzyka, więc by zarobić na chleb grał. Najczęściej w podrzędnych knajpach. Lecz to właśnie w jednej z nich zauważył go pewien mężczyzna. Przedstawił się jako "zdesperowany armator niezwykłego odkrycia w turystyce wodnej". Tak oboje znaleźli się na tym statku. Tuż przed wypłynięciem z powodów organizacyjnych kazano zebrać się muzykom w sali balowej. On przyszedł jako pierwszy, aby wczuć się w klimat przyszłego miejsca pracy. Niedługo potem weszła ona. Gdy ich spojrzenia się spotkały stało się coś niezwykłego. Cały świat przestał się liczyć. Byli tylko oni wpatrzeni w siebie, jakby znali się od dawna. Nie mówili nic. On usiadł przy fortepianie i zaczął grać ciągle patrząc jej w oczy. Dźwięki z początku delikatne i ciche zaczęły przybierać na sile. Muzyką wyrażał swoje uczucia. Ona nie pozostała na to bierna. Pozwoliła, by jej czysty głos zgrał się z melodią.
Tak wyglądało ich pierwsze spotkanie. I to przekazywał w swym spojrzeniu. Trwało to tylko chwilę, ale więcej nie potrzebowali. Zwłaszcza, że przygotowywali sie do kolejnego występu. Kapitan powiedział im jeszcze o dużym prawdopodobieństwie napotkania gór lodowych. Tak bardzo chcieli je zobaczyć! Oboje szczęśliwi, zakochani i pewni jutra. Nieświadomi, że będzie to ich ostatni występ.
Poszukiwała pracy, więc zaciągnęła się na statek. Co prawda nigdy nie chciała śpiewać do kotleta, ale ta oferta dawała jej szansę na porzucenie niepewnego życia. On trafił na statek przypadkiem. Jedyne co posiadał to muzyka, więc by zarobić na chleb grał. Najczęściej w podrzędnych knajpach. Lecz to właśnie w jednej z nich zauważył go pewien mężczyzna. Przedstawił się jako "zdesperowany armator niezwykłego odkrycia w turystyce wodnej". Tak oboje znaleźli się na tym statku. Tuż przed wypłynięciem z powodów organizacyjnych kazano zebrać się muzykom w sali balowej. On przyszedł jako pierwszy, aby wczuć się w klimat przyszłego miejsca pracy. Niedługo potem weszła ona. Gdy ich spojrzenia się spotkały stało się coś niezwykłego. Cały świat przestał się liczyć. Byli tylko oni wpatrzeni w siebie, jakby znali się od dawna. Nie mówili nic. On usiadł przy fortepianie i zaczął grać ciągle patrząc jej w oczy. Dźwięki z początku delikatne i ciche zaczęły przybierać na sile. Muzyką wyrażał swoje uczucia. Ona nie pozostała na to bierna. Pozwoliła, by jej czysty głos zgrał się z melodią.
Tak wyglądało ich pierwsze spotkanie. I to przekazywał w swym spojrzeniu. Trwało to tylko chwilę, ale więcej nie potrzebowali. Zwłaszcza, że przygotowywali sie do kolejnego występu. Kapitan powiedział im jeszcze o dużym prawdopodobieństwie napotkania gór lodowych. Tak bardzo chcieli je zobaczyć! Oboje szczęśliwi, zakochani i pewni jutra. Nieświadomi, że będzie to ich ostatni występ.
wtorek, 13 maja 2014
I znów wśród żywych!! :D
Wiem, że trochę przeciągnęłam zawieszenie bloga, ale nie miałam na nic czasu. W najbliższych dniach powinien pojawić się nowy post!! :D
Aha i jeszcze jedna sprawa. Chciałam kontynuować PW ale jak tylko zaczęłam to czytać, tak do tej pory siedzę i się z tego śmieję xD Ciągle się zastanawiam jak mogłam napisać coś takiego, dlatego w najbliższych dniach usunę PW z bloga :3 oczywiście obiecane krótkie opowiadanka będą przesłane do czytelników. ;)
Aha i jeszcze jedna sprawa. Chciałam kontynuować PW ale jak tylko zaczęłam to czytać, tak do tej pory siedzę i się z tego śmieję xD Ciągle się zastanawiam jak mogłam napisać coś takiego, dlatego w najbliższych dniach usunę PW z bloga :3 oczywiście obiecane krótkie opowiadanka będą przesłane do czytelników. ;)
niedziela, 16 marca 2014
Chwilowe Pożegnanie
Mam smutne ogłoszenie. Zawieszam bloga. Nie na zawsze ;) Jedynie do egzaminów. Czyli na początku Maja wszystko znów rusza!! :D Postaram się wtedy wrzucić wszystkie zaległości. Nie zapomnijcie o mnie do tego czasu. Papa <3
czwartek, 30 stycznia 2014
"Dziewczynka z zapałkami"
Wiem, że dawno nic nie dodawałam, ale wena mnie opuściła. Pamiętam jednak o wszystkich zamówieniach i dłuższych opowiadaniach. Niestety mam w tym roku egzaminy, >.< więc posty będę dodawać dużo rzadziej :(
To konkretne opowiadanie tak jak i ostatnie jest z życia wzięte :P (Tak wiem, mam dziwne życie .-.) No może trochę pozmyślałam w końcówce. W każdym razie życzę miłego czytania. :D
"Dziewczynka z zapałkami"
Pierwszy dzień świąt. Śniegu jak nie było tak nie ma.
Marudząc pod nosem spacerowałam z psem dookoła bloku. W pewnym momencie mój
wzrok przykuła mała dziewczynka siedząca na schodach prowadzących na parking.
Ubrana była odpowiednio do pogody. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to czapka z
wielkim różowym pomponem i plecak w kształcie misia. Dziewczynka popłakiwała
cicho oraz co jakiś czas zerkała w stronę podjazdu. Ścisnęło mnie lekko w żołądku. Znam tą małą.
Mieszka w klatce obok. Jej rodzice się rozwiedli, więc każdy weekend i święto
spędza z tatą. W mojej głowie od razu pojawiło się kilka teorii. Może jej tata
się spóźnia? (po zmarzniętej buźce małej stwierdziłam, że już co najmniej godzinę) Lub właśnie
przyjechała, ale nie zastała nikogo w domu? Stałam pewien czas w rozterce, czy nie powinnam czasem do niej podejść i
zapytać czemu siedzi sama, zaproponować herbatę albo coś w tym rodzaju. Mój pies jednak nie zamierzał czekać na moją
decyzję i pociągnął mnie dalej. Chcąc
nie chcąc musiałam odejść. Obiecałam jednak sobie, że jeśli dziewczynka dalej
będzie siedzieć na schodach w czasie
mojego powrotu do domu, to zagadam do niej. Nie doczekałam się jednak tej
chwili. Kiedy byłam w połowie drogi minęłam się z małą. Szła dzielnie przed
siebie ocierając łzy. Nie wiedziałam dokąd idzie. Uznałam, iż pewnie
tata do niej zadzwonił z informacją, że czeka na nią w innym miejscu niż
zwykle. Posłałam jej tylko słaby uśmiech i poszłam do domu. Dopiero następny
dzień odkrył jak wielkim moim błędem było to, że nie zagadałam do dziewczynki.
Okazało się, że nie wróciła do domu. Nie było jej ani z mamą, ani z tatą.
Przepadła jak kamień w wodę. Nie znalazła się do dziś, a mną targają wyrzuty
sumienia i jedno pytanie: "Czy jakbym jednak do niej podeszła, dziś byłaby
w domu?"
sobota, 21 grudnia 2013
Krótko na święta
Z okazji zbliżających się świąt wstawiam Wam krótkie opowiadanie. Do napisania go zainspirowały mnie dzieciaki z osiedlowego przedszkola. (moje kochane łobuzy <3 ) Jeśli chcecie możecie sobie puścić tą piosenkę pisałam przy niej to opowiadanie. Może dzięki niej będzie Wam się lepiej czytało? http://www.youtube.com/watch?v=jg4sZZaf3Gg
A tak przy okazji kocham Was za to, że jesteście i czytacie moje wypociny!! <3
Wesołych Świąt i miłego czytania :3
Krótko na święta
- ... i w tedy młody renifer skoczył za Mikołajem i wyciągnął
go z przepaści. - Czytałam starając się oddać emocje i jednocześnie nie
wybuchnąć śmiechem.
Uwielbiałam
ten moment, kiedy książka była w kulminacyjnym momencie, a twarze dzieci zastygały
w napięciu. Niby nic, kolejne święta i kolejny raz czytana ta sama książka.
Jednak dla przedszkolaków było to za każdym razem niesamowite przeżycie.
- ...Święta się odbyły, a młody renifer otrzymał order za
odwagę. Koniec. - Kiedy skończyłam czytać
rozpoczęło się rutynowe wołanie: "Jeszcze, jeszcze". Wszystkie dzieci
obskakiwały mnie dookoła i próbowały powalić na ziemię ciągnąc każde w inną
stronę. Wszystkie z wyjątkiem jednego chłopca. Był to niejaki Kuba Niedzielny.
Wpatrywał się on uparcie w lampki choinkowe ignorując wszystko wokół. Z trudem
usadziłam dzieci z powrotem na miejscach i zwróciłam się do chłopca.
- Kubusiu, wszystko w porządku? - Spytałam z troską.
- Chyba tak. - Odparł zamyślony.
- A, dlaczego "chyba" dobrze? Skarbie, jeśli jest
coś nie tak to musisz mi to zaraz powiedzieć.
Dzięki temu będę mogła ci pomóc.
- Boję się o lampki na choince.
Chłopczyk
wypowiedział to zdanie z taką obawą w głosie, że nie mogłam się nie uśmiechnąć.
Nie jestem okrutna. Po prostu nigdy nie mogę się nadziwić skąd u tych pociech
(a zwłaszcza u Kubusia) tyle współczucia, dobra i naiwności.
- Czemu boisz się o lampki, skarbie? - Spytałam, uspokajając
jednocześnie resztę rozbrykanych przedszkolaków.
- Na moich oczach zgasła jedna z lampek. Czemu to się stało?
Czy teraz wszystkie zgasną?
Musiałam
się dokładniej zastanowić nad tym pytaniem. Nie będę przecież tłumaczyć
pięcioletniemu dziecku praw fizyki oraz dziwnego przypadku chińskich lampek,
które pomimo połączenia szeregowego nie gasną wszystkie naraz. Po chwili przemyśleń
pozwoliłam dzieciom się bawić, wzięłam Kubusia na kolana i opowiedziałam mu
historię podobną do tej, którą opowiadała mi zawsze babcia.
- Wiesz może czemu lampki w ogóle świecą? - Spytałam z
uśmiechem.
- Tak, bo są wczepione do gniazdka. - Odpowiedział ochoczo
chłopczyk, dumny, że mógł się pochwalić odrobiną wiedzy.
- Dokładnie! - Zaśmiałam się przyjaźnie. - Tylko to nie
wszystko. Zdradzę ci teraz sekret. Chcesz? - Zniżyłam głos do szeptu, żeby oddać
tajność i wagę informacji.
Malec
pokiwał ochoczo głową i popatrzył na mnie wyczekująco swoimi wielkimi szczerymi
oczami.
- W każdej lampce jest zamknięty kawałek duszy jednego
człowieka. Jeśli po podłączeniu lampka świeci, to oznacza, że właściciel danego
kawałka jest dobry. Jednak jeśli nie świeci pomimo podłączenia oznacza to, że
ta osoba zrobiła coś złego. Mówiąc inaczej była niegrzeczna. Rozumiesz? -
Skończyłam z uśmiechem.
Chłopczyk
zaczął nad czymś głęboko rozmyślać, nie
tracąc oczywiście kontaktu wzrokowego z wypaloną lampką. Po paru chwilach
zwrócił się znowu w moją stronę.
- A skąd wiadomo do kogo należy wypalona lampka i jak można
naprawić zgaszoną duszę?
- A wiesz, że to wcale nie jest trudne? Wystarczy się
zastanowić, czy w ostatnim czasie było się grzecznym. Kiedy już to zrobimy
musimy się pomodlić do Bozi. I nie chodzi mi tu o recytowanie "Ojcze
Nasz" czy innej modlitwy. Wystarczy prawdziwa szczera rozmowa. Trochę jak
z najlepszym przyjacielem. Trzeba mu wyznać wszystko co zrobiliśmy źle,
szczerze przeprosić i obiecać poprawę. Potem poprosić o wybaczenie dla tych
wszystkich, którzy byli niegrzeczni. Na koniec wymieniamy żarówkę, żeby nasz
kawałek duszy miał nowy czysty dom i tyle.
- Co zrobić jeśli to nie wystarczy? Przecież nowa żarówka
może nie zaświecić.
- To zawsze działa. A wiesz czemu? - Spytałam, przyglądając
się jak pracują trybiki w głowie tego malca. Kiedy pokręcił głową przecząco, kontynuowałam. - Dzieje się tak, gdyż Bóg jest naszym najlepszym
przyjacielem, więc zawsze przebacza. Jeśli jednak lampka się dalej nie świeci
to oznacza, że dostałeś całkiem nową w innym miejscu. Czy teraz jesteś już
spokojny?
- Tak. Dziękuję, prze pani.
Kuba
uśmiechnął się do mnie najcudowniejszym uśmiechem niewinnego dziecka i pobiegł
bawić się z innymi. A ja patrzyłam jeszcze chwilę na lampki i upajałam się
ciepłem świątecznej magii dobrych uczynków.
niedziela, 24 listopada 2013
"Marzyciele" cz.2
W końcu coś wrzucam! Mam nadzieję, że cieszycie się tak samo jak ja z tego powodu ^^. Nie jestem ostatnio w formie, ale mam nadzieję, że ta część was nie zawiedzie. Miłego czytania :D ~Agata
- Hej! Nie myśl o tym. To daleka przyszłość. Skupmy się lepiej na zadaniu. Dobrze?- Uśmiechnął się do dziewczyny.
- Dobrze. - Maja odwzajemniła uśmiech.
- Skoro mowa o zadaniu. Wyjaśnisz mi to? - Chłopak podał jej kartkę z drugiego formularza. Widniał na nim napis: "Niech on wypełni jeszcze to. Proszę. ~Maja"
- Właśnie! Zapomniałam ci podziękować. Dzięki!
- I tyle? Żadnego wytłumaczenia?- Maciek spojrzał wymownie na Śnieżkę, ale ta tylko spuściła głowę. - Ech. Masz jakiś plan prawda? I jak rozumiem mam się nie wtrącać i ci zaufać? - Maja potaknęła.- Postaraj się tylko nie przegiąć, bo nie można uszczęśliwić kogoś na siłę. Jasne?
- Wiem, wiem. - Dziewczyna zaśmiała się. Jesteś cudowny!- Ucałowała go w policzek i wybiegła rozradowana z biura.
- Teraz już wiem - mruknął Maciek.
Zadowolony z efektu rozmowy usiadł za biurkiem i zagłębił się w analizę wypełnionych formularzy. Po czym wybrał dwóch najodpowiedniejszych członków klubu do tego zadania oraz poprosił przez mikrofon żeby ktoś mu przyniósł kanapkę.
***
Kaśka była wściekła. Najpierw złamała jej się ulubiona szminka, potem Maciek kazał jej latać za kanapką. Kiedy mu ją przyniosła, obwieścił cały w skowronkach, że ma dla niej robotę. Akurat dzisiaj! W dniu, w którym udało jej się poderwać tego słodkiego studenta z wymiany zagranicznej. Mieli iść po szkole do galerii na wystawę poświęconą wybitnym impresjonistom. Jeśli go teraz wystawi to koniec! I to wszystko przez Maćka! Nie żeby nim gardziła czy coś takiego. Uważa go za naprawdę dobrego szefa i świetnego kumpla. Rok młodszy, wysoki, z ciałem atlety, falami blond włosów oraz oczami koloru bezchmurnego nieba. Dorzucając do tego rozbrajający uśmiech i przyjacielskie usposobienie nie można się dziwić, że Maciek zasłużył na miano najpopularniejszego chłopaka w szkole. Jednak teraz Kaśka wyklinała go od najgorszych idąc szkolnym korytarzem z Kameleonem, który został również przydzielony do tego zadania. Tak naprawdę jego imię to Adrian. On także był uczniem klasy maturalnej. Był to chłopak średniego wzrostu z pewnym siebie spojrzeniem i długimi włosami. Kaśka nie znała go dobrze i nie przeszkadzało jej to. Zwłaszcza, gdy zauważyła jak pożądliwie na nią patrzy. W końcu nie wytrzymała i przerwała milczenie.
- Wiesz chociaż jak on wygląda?- Spytała opryskliwie.
Adriana zaskoczył jej ton, ale odpowiedział spokojnie.
- Tak. To drobny chłopak ukryty pod ogromną bluzą.
- A może jakieś znaki szczególne?- Dziewczyna prawie warknęła na Bogu ducha winnego chłopaka.
- Niestety tylko to... ale Maciek powiedział, że na pewno rzuci ci się w oczy. Zwłaszcza dzisiaj. Cokolwiek to oznacza. - Adrian ostrożnie dobierał słowa zastanawiając się jednocześnie co zrobił nie tak.
- Genialnie. - Warknęła Kaśka.
Szli przez pewien czas w milczeniu, ale w pewnym momencie Adrian się zatrzymał.
- Hej! Powiesz mi co ja ci takiego zrobiłem?- Spytał.
- Cały dzisiejszy dzień to porażka, ale wiesz co? Nie ułatwiasz mi go gapiąc się na mnie jak na mięso!- Kaśka wybuchła, ale poczuła się od tego trochę lepiej.
Chłopak patrzył na nią nieco osłupiały, ale zaraz się otrząsnął.
- Wybacz, ale ja zawsze patrzę tak na piękne kobiety. Jednak jeśli cię to uraziło, zechciej przyjąć moje przeprosiny. - Schylił przed nią głowę i lekko się skłonił. Tak jak w starych filmach.
- Faktycznie jesteś Kameleonem. - Uśmiechnęła się lekko. - Z każdej sytuacji potrafisz wybrnąć prawda?
- Zauważyłaś?- Chłopak nie krył zdziwienia. - Normalnie ludzie widzą we mnie tylko bogatego chłoptasia.
- Też siedzę w tym interesie, więc wiem to i owo. Czekaj, czy ty powiedziałeś "chłoptasia"?- Kaśka zdusiła śmiech.
- Śmieszy cię wyraz "chłoptaś"?
- Nie, wcale. - Dziewczyna parsknęła cicho.
- Chodźmy już lepiej. - Odparł, zadowolony z poprawy humoru Kaśki.
Kiedy dotarli na miejsce mieli jeszcze piętnaście minut, więc rozmawiali o wszystkim i o niczym, aż dotarli do tematu zlecenia.
- Tak właściwie to trochę dziwne zadanie. Nie uważasz?
- Czemu? Klient wypełnił formularz A1, a to rutynowa robota.
- Adrian, wiem, ale niosłam Maćkowi kanapkę i zauważyłam, że wysyłał Mai formularz A2 podpisany przez tego samego klienta. - Dziewczyna zaczęła bawić się kosmykiem włosów w zamyśleniu.
- Jak tak o tym mówisz, to przypomniało mi się, że Klaudia, jedna z trzech obserwujących dzisiejsze zlecenie rozmawiała z Martą Guzik o tym, iż Maja kombinowała coś przy formularzach.
- Wszytko fajnie, ale po co Mai formularz: "Chcę przyjaciela"? Ma przecież swoje zadanie.
Kiedy tylko Kaśka skończyła mówić rozległ się dzwonek.
***
Bogusław nie mógł uwierzyć. Przed jego klasą stało dwóch członków "Marzycieli". I to nie byle kto! Maturzyści! W dodatku sławny Adrian (Kameleon) Borowski oraz piękna Kaśka Młynnik. Oboje patrzyli na niego wyczekująco, ale on był jak skamieniały. W końcu jednak otrząsnął się z szoku. Wrócili razem do domu. Droga minęła w całkowitej ciszy, lecz kiedy przekroczyli próg domu do ich uszu doleciało wesołe wołanie.
- Bakusiu, to ty?
- Tak mamo! Są ze mną znajomi! Będziemy w pokoju!- Odkrzyknął chłopak.
- Znajomi?! To wspaniale! Mówiłam, że jak będziesz bardziej otwarty to znajdziesz przyjaciół. - Mama Bogusława po tych słowach wyszła do przedpokoju. - To może ja wam herbatki i ciastek przyniosę, co?
Chłopak już chciał odpowiedzieć, ale Kaśka go uprzedziła.
- Bardzo dziękujemy, ale będziemy się uczyć i jedyne czego potrzebujemy to cisza i spokój. - Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
- Dobrze, to idźcie się uczyć. - Kobieta roześmiała się przyjacielsko. - Aha i Bakusiu, nie wychodźcie nigdzie, bo po siostrę zaraz jadę.
Kiedy weszli do pokoju, rozejrzeli się, po czym usiedli razem na łóżku.
- Przejdźmy do rzeczy. - Zaczęła Kaśka. - Wypełniłeś formularz, więc znasz zasady, prawda?
- Tak. Pisało w nim, że za spełnienie życzenia jestem wam winny przysługę i niezależnie od jej rodzaju muszę ją wykonać. Chociaż jeśli będę niezadowolony z efektu oraz będzie się dało udowodnić, że to wasza wina, to jestem zwolniony z przysługi. Było też coś o bezwzględnym posłuszeństwie wobec was. Aha! Muszę też zachować dyskrecję inaczej wyciągniecie konsekwencje. - Dokończył, wpatrując się w podłogę.
- Zgadza się, lecz to ostatnie dotyczy jedynie naszych metod, więc nie masz się o co martwić. Dobra, skoro znasz zasady to wtajemniczymy cię w nasz plan. - Kaśka odchrząknęła dając do zrozumienia Kameleonowi, iż to on teraz mówi.
- Twoja sprawa podchodzi pod standardową procedurę. Otrzymałeś stylistkę, czyli Kaśkę i pomocnika, mnie. Rola stylisty ogranicza się do zmiany twojego wyglądy zewnętrznego. Ja natomiast przez najbliższe dni będę twoim cieniem. Nauczę cię jak należy rozmawiać oraz zachowywać się wśród ludzi popularnych. Jakieś pytania?
- Tylko jedno. Kiedy zaczynamy?
"Marzyciele" spojrzeli na siebie porozumiewawczo i odpowiedzieli zgodnie.
- Teraz.
cdn.?
No właśnie! Jeśli spodobała wam się ta historia to napiszcie w komentarzu czy chcecie kolejną część. A co do "Pamiętnika Wybawicieli" to też wszystko zależ od was. Piszcie w komentarzach co kontynuować a co nie ;) A może chcecie oba? Piszcie!~Agata
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)