sobota, 21 grudnia 2013

Krótko na święta



           Z okazji zbliżających się świąt wstawiam Wam krótkie opowiadanie. Do napisania go zainspirowały mnie dzieciaki z osiedlowego przedszkola. (moje kochane łobuzy <3 ) Jeśli chcecie możecie sobie puścić tą piosenkę pisałam przy niej to opowiadanie. Może dzięki niej będzie Wam się lepiej czytało?  http://www.youtube.com/watch?v=jg4sZZaf3Gg
A tak przy okazji kocham Was za to, że jesteście i czytacie moje wypociny!! <3
Wesołych Świąt i miłego czytania :3

                  
                                                            Krótko na święta

- ... i w tedy młody renifer skoczył za Mikołajem i wyciągnął go z przepaści. - Czytałam starając się oddać emocje i jednocześnie nie wybuchnąć śmiechem.
                Uwielbiałam ten moment, kiedy książka była w kulminacyjnym momencie, a twarze dzieci zastygały w napięciu. Niby nic, kolejne święta i kolejny raz czytana ta sama książka. Jednak dla przedszkolaków było to za każdym razem niesamowite przeżycie.
- ...Święta się odbyły, a młody renifer otrzymał order za odwagę. Koniec. -  Kiedy skończyłam czytać rozpoczęło się rutynowe wołanie: "Jeszcze, jeszcze". Wszystkie dzieci obskakiwały mnie dookoła i próbowały powalić na ziemię ciągnąc każde w inną stronę. Wszystkie z wyjątkiem jednego chłopca. Był to niejaki Kuba Niedzielny. Wpatrywał się on uparcie w lampki choinkowe ignorując wszystko wokół. Z trudem usadziłam dzieci z powrotem na miejscach i zwróciłam się do chłopca.
- Kubusiu, wszystko w porządku? - Spytałam z troską.
- Chyba tak. - Odparł zamyślony.
- A, dlaczego "chyba" dobrze? Skarbie, jeśli jest coś nie tak to musisz mi to zaraz powiedzieć. Dzięki temu będę mogła ci pomóc.
- Boję się o lampki na choince.
                Chłopczyk wypowiedział to zdanie z taką obawą w głosie, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Nie jestem okrutna. Po prostu nigdy nie mogę się nadziwić skąd u tych pociech (a zwłaszcza u Kubusia) tyle współczucia, dobra i naiwności.
- Czemu boisz się o lampki, skarbie? - Spytałam, uspokajając jednocześnie resztę rozbrykanych przedszkolaków.
- Na moich oczach zgasła jedna z lampek. Czemu to się stało? Czy teraz wszystkie zgasną?
                Musiałam się dokładniej zastanowić nad tym pytaniem. Nie będę przecież tłumaczyć pięcioletniemu dziecku praw fizyki oraz dziwnego przypadku chińskich lampek, które pomimo połączenia szeregowego nie gasną wszystkie naraz. Po chwili przemyśleń pozwoliłam dzieciom się bawić, wzięłam Kubusia na kolana i opowiedziałam mu historię podobną do tej, którą opowiadała mi zawsze babcia.
- Wiesz może czemu lampki w ogóle świecą? - Spytałam z uśmiechem.
- Tak, bo są wczepione do gniazdka. - Odpowiedział ochoczo chłopczyk, dumny, że mógł się pochwalić odrobiną wiedzy.
- Dokładnie! - Zaśmiałam się przyjaźnie. - Tylko to nie wszystko. Zdradzę ci teraz sekret. Chcesz? - Zniżyłam głos do szeptu, żeby oddać tajność i wagę informacji.
                Malec pokiwał ochoczo głową i popatrzył na mnie wyczekująco swoimi wielkimi szczerymi oczami.
- W każdej lampce jest zamknięty kawałek duszy jednego człowieka. Jeśli po podłączeniu lampka świeci, to oznacza, że właściciel danego kawałka jest dobry. Jednak jeśli nie świeci pomimo podłączenia oznacza to, że ta osoba zrobiła coś złego. Mówiąc inaczej była niegrzeczna. Rozumiesz? - Skończyłam z uśmiechem.
                Chłopczyk zaczął nad czymś głęboko rozmyślać, nie tracąc oczywiście kontaktu wzrokowego z wypaloną lampką. Po paru chwilach zwrócił się znowu w moją stronę.
- A skąd wiadomo do kogo należy wypalona lampka i jak można naprawić zgaszoną duszę?
- A wiesz, że to wcale nie jest trudne? Wystarczy się zastanowić, czy w ostatnim czasie było się grzecznym. Kiedy już to zrobimy musimy się pomodlić do Bozi. I nie chodzi mi tu o recytowanie "Ojcze Nasz" czy innej modlitwy. Wystarczy prawdziwa szczera rozmowa. Trochę jak z najlepszym przyjacielem. Trzeba mu wyznać wszystko co zrobiliśmy źle, szczerze przeprosić i obiecać poprawę. Potem poprosić o wybaczenie dla tych wszystkich, którzy byli niegrzeczni. Na koniec wymieniamy żarówkę, żeby nasz kawałek duszy miał nowy czysty dom i tyle.
- Co zrobić jeśli to nie wystarczy? Przecież nowa żarówka może nie zaświecić.
- To zawsze działa. A wiesz czemu? - Spytałam, przyglądając się jak pracują trybiki w głowie tego malca. Kiedy pokręcił głową przecząco, kontynuowałam. - Dzieje się tak, gdyż Bóg jest naszym najlepszym przyjacielem, więc zawsze przebacza. Jeśli jednak lampka się dalej nie świeci to oznacza, że dostałeś całkiem nową w innym miejscu. Czy teraz jesteś już spokojny?
- Tak. Dziękuję, prze pani.
                Kuba uśmiechnął się do mnie najcudowniejszym uśmiechem niewinnego dziecka i pobiegł bawić się z innymi. A ja patrzyłam jeszcze chwilę na lampki i upajałam się ciepłem świątecznej magii dobrych uczynków.

niedziela, 24 listopada 2013

"Marzyciele" cz.2


W końcu coś wrzucam! Mam nadzieję, że cieszycie się tak samo jak ja z tego powodu ^^. Nie jestem ostatnio w formie, ale mam nadzieję, że ta część was nie zawiedzie. Miłego czytania :D ~Agata


                                              

- Hej! Nie myśl o tym. To daleka przyszłość. Skupmy się lepiej na zadaniu. Dobrze?- Uśmiechnął się do dziewczyny.
- Dobrze. - Maja odwzajemniła uśmiech.
- Skoro mowa o zadaniu. Wyjaśnisz mi to? - Chłopak podał jej kartkę z drugiego formularza. Widniał na nim napis: "Niech on wypełni jeszcze to. Proszę. ~Maja"
- Właśnie! Zapomniałam ci podziękować. Dzięki!
- I tyle? Żadnego wytłumaczenia?- Maciek spojrzał wymownie na Śnieżkę, ale ta tylko spuściła głowę. - Ech. Masz jakiś plan prawda? I jak rozumiem mam się nie wtrącać i ci zaufać? - Maja potaknęła.- Postaraj się tylko nie przegiąć, bo nie można uszczęśliwić kogoś na siłę. Jasne?
- Wiem, wiem. - Dziewczyna zaśmiała się. Jesteś cudowny!- Ucałowała go w policzek i wybiegła rozradowana z biura.
- Teraz już wiem - mruknął Maciek.
     Zadowolony z efektu rozmowy usiadł za biurkiem i zagłębił się w analizę wypełnionych formularzy. Po czym wybrał dwóch najodpowiedniejszych członków klubu do tego zadania oraz poprosił przez mikrofon żeby ktoś mu przyniósł kanapkę.

                                                                           ***

   Kaśka była wściekła. Najpierw złamała jej się ulubiona szminka, potem Maciek kazał jej latać za kanapką. Kiedy mu ją przyniosła, obwieścił cały w skowronkach, że ma dla niej robotę. Akurat dzisiaj! W dniu, w którym udało jej się poderwać tego słodkiego studenta z wymiany zagranicznej. Mieli iść po szkole do galerii na wystawę poświęconą wybitnym impresjonistom. Jeśli go teraz wystawi to koniec! I to wszystko przez Maćka! Nie żeby nim gardziła czy coś takiego. Uważa go za naprawdę dobrego szefa i świetnego kumpla. Rok młodszy, wysoki, z ciałem atlety, falami blond włosów oraz oczami koloru bezchmurnego nieba. Dorzucając do tego rozbrajający uśmiech i przyjacielskie usposobienie nie można się dziwić, że Maciek zasłużył na miano najpopularniejszego chłopaka w szkole. Jednak teraz Kaśka wyklinała go od najgorszych idąc szkolnym korytarzem z Kameleonem, który został również przydzielony do tego zadania. Tak naprawdę jego imię to Adrian. On także był uczniem klasy maturalnej. Był to chłopak średniego wzrostu z pewnym siebie spojrzeniem i długimi włosami. Kaśka nie znała go dobrze i nie przeszkadzało jej to. Zwłaszcza, gdy zauważyła jak pożądliwie na nią patrzy. W końcu nie wytrzymała i przerwała milczenie.
- Wiesz chociaż jak on wygląda?- Spytała opryskliwie.
   Adriana zaskoczył jej ton, ale odpowiedział spokojnie.
- Tak. To drobny chłopak ukryty pod ogromną bluzą.
- A może jakieś znaki szczególne?- Dziewczyna prawie warknęła na Bogu ducha winnego chłopaka.
- Niestety tylko to... ale Maciek powiedział, że na pewno rzuci ci się w oczy. Zwłaszcza dzisiaj. Cokolwiek to oznacza. - Adrian ostrożnie dobierał słowa zastanawiając się jednocześnie co zrobił nie tak.
- Genialnie. - Warknęła Kaśka.
  Szli przez pewien czas w milczeniu, ale w pewnym momencie Adrian się zatrzymał.
- Hej! Powiesz mi co ja ci takiego zrobiłem?- Spytał.
- Cały dzisiejszy dzień to porażka, ale wiesz co? Nie ułatwiasz mi go gapiąc się na mnie jak na mięso!- Kaśka wybuchła, ale poczuła się od tego trochę lepiej.
  Chłopak patrzył na nią nieco osłupiały, ale zaraz się otrząsnął.
- Wybacz, ale ja zawsze patrzę tak na piękne kobiety. Jednak jeśli cię to uraziło, zechciej przyjąć moje przeprosiny. - Schylił przed nią głowę i lekko się skłonił. Tak jak w starych filmach.
- Faktycznie jesteś Kameleonem. - Uśmiechnęła się lekko. - Z każdej sytuacji potrafisz wybrnąć prawda?
- Zauważyłaś?- Chłopak nie krył zdziwienia. - Normalnie ludzie widzą we mnie tylko bogatego chłoptasia.
- Też siedzę w tym interesie, więc wiem to i owo. Czekaj, czy ty powiedziałeś "chłoptasia"?- Kaśka zdusiła śmiech.
- Śmieszy cię wyraz "chłoptaś"?
- Nie, wcale. - Dziewczyna parsknęła cicho.
- Chodźmy już lepiej. - Odparł, zadowolony z poprawy humoru Kaśki.
   Kiedy dotarli na miejsce mieli jeszcze piętnaście minut, więc rozmawiali o wszystkim i o niczym, aż dotarli do tematu zlecenia.
- Tak właściwie to trochę dziwne zadanie. Nie uważasz?
- Czemu? Klient wypełnił formularz A1, a to rutynowa robota.
- Adrian, wiem, ale niosłam Maćkowi kanapkę i zauważyłam, że wysyłał Mai formularz A2 podpisany przez tego samego klienta. - Dziewczyna zaczęła bawić się kosmykiem włosów w zamyśleniu.
- Jak tak o tym mówisz, to przypomniało mi się, że Klaudia, jedna z trzech obserwujących dzisiejsze zlecenie rozmawiała z Martą Guzik o tym, iż Maja kombinowała coś przy formularzach.
- Wszytko fajnie, ale po co Mai formularz: "Chcę przyjaciela"? Ma przecież swoje zadanie.
  Kiedy tylko Kaśka skończyła mówić rozległ się dzwonek.

                                                                ***

    Bogusław nie mógł uwierzyć. Przed jego klasą stało dwóch członków "Marzycieli". I to nie byle kto! Maturzyści! W dodatku sławny Adrian (Kameleon) Borowski oraz piękna Kaśka Młynnik. Oboje patrzyli na niego wyczekująco, ale on był jak skamieniały. W końcu jednak otrząsnął się z szoku. Wrócili razem do domu. Droga minęła w całkowitej ciszy, lecz kiedy przekroczyli próg domu do ich uszu doleciało wesołe wołanie.
- Bakusiu, to ty?
- Tak mamo! Są ze mną znajomi! Będziemy w pokoju!- Odkrzyknął chłopak.
- Znajomi?! To wspaniale! Mówiłam, że jak będziesz bardziej otwarty to znajdziesz przyjaciół. - Mama Bogusława po tych słowach wyszła do przedpokoju. - To może ja wam herbatki i ciastek przyniosę, co?
   Chłopak już chciał odpowiedzieć, ale Kaśka go uprzedziła.
- Bardzo dziękujemy, ale będziemy się uczyć i jedyne czego potrzebujemy to cisza i spokój. - Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
- Dobrze, to idźcie się uczyć. - Kobieta roześmiała się przyjacielsko. - Aha i Bakusiu, nie wychodźcie nigdzie, bo po siostrę zaraz jadę.
  Kiedy weszli do pokoju, rozejrzeli się, po czym usiedli razem na łóżku.
- Przejdźmy do rzeczy. - Zaczęła Kaśka. - Wypełniłeś formularz, więc znasz zasady, prawda?
- Tak. Pisało w nim, że za spełnienie życzenia jestem wam winny przysługę i niezależnie od jej rodzaju muszę ją wykonać. Chociaż jeśli będę niezadowolony z efektu oraz będzie się dało udowodnić, że to wasza wina, to jestem zwolniony z przysługi. Było też coś o bezwzględnym posłuszeństwie wobec was. Aha! Muszę też zachować dyskrecję inaczej wyciągniecie konsekwencje. - Dokończył, wpatrując się w podłogę.
- Zgadza się, lecz to ostatnie dotyczy jedynie naszych metod, więc nie masz się o co martwić. Dobra, skoro znasz zasady to wtajemniczymy cię w nasz plan. - Kaśka odchrząknęła dając do zrozumienia Kameleonowi, iż to on teraz mówi.
- Twoja sprawa podchodzi pod standardową procedurę. Otrzymałeś stylistkę, czyli Kaśkę i pomocnika, mnie. Rola stylisty ogranicza się do zmiany twojego wyglądy zewnętrznego. Ja natomiast przez najbliższe dni będę twoim cieniem. Nauczę cię jak należy rozmawiać oraz zachowywać się wśród ludzi popularnych. Jakieś pytania?
- Tylko jedno. Kiedy zaczynamy?
    "Marzyciele" spojrzeli na siebie porozumiewawczo i odpowiedzieli zgodnie.
- Teraz.

cdn.?


No właśnie! Jeśli spodobała wam się ta historia to napiszcie w komentarzu czy chcecie kolejną część. A co do "Pamiętnika Wybawicieli" to też wszystko zależ od was. Piszcie w komentarzach co kontynuować a co nie ;) A może chcecie oba? Piszcie!~Agata

niedziela, 27 października 2013

"Marzyciele" cz.1

      Strasznie przepraszam, że nic nie dodawałam. W tym roku jednak niestety tak będzie często, bo mam strasznie dużo na głowie plus jeszcze egzaminy :o To pierwsza część krótkiego opowiadania, które jest przerwą od "Pamiętnika Wybawicielki" oraz zamówieniem dla mojej drogiej koleżanki. ;** Mam nadzieje, że wszystkim się spodoba.
Miłego czytania :3



                                                                   "Marzyciele"

         Natalia podniosła się lekko, żeby siostra mogła poprawić jej poduszki. Choć nie był to duży wysiłek na twarzy dziewczyny pojawił się grymas bólu. Agata westchnęła ciężko.
- Dobrze, ty się kładź i nie ruszaj, bo wyglądasz okropnie. - Popatrzyła na siostrę z troską w oczach.
- Dzięki. - Odchrypnęła jej Natalia.- Powiem ci to samo jak będziesz szła na komers.
- Ha, ha, ha! Widzę, że wracasz do zdrowia! Wrodzone poczucie humoru cię nie opuszcza!
         Siostry zaśmiały się wesoło, lecz śmiech jednej z nich mieszał się z suchym kaszlem. Słysząc to Agacie mimowolnie wróciła powaga.
-Wiesz... Ja już pójdę, a ty spróbuj zasnąć dobrze?
           Dziewczyna obróciła się w stronę drzwi, lecz Natalia złapała ją za rękaw koszuli i nie pozwoliła iść dalej.
- Nigdzie nie idziesz! Ja się tu zanudzę! Zostań... do powrotu rodziców.
- Dobrze. - Agata z ciężkim westchnieniem usiadła na łóżku siostry. - To co chcesz robić?
- Chcę usłyszeć historię.
- Znowu?- Agata zaśmiała się cicho.- Dobrze, ale o czym?
- Tę o Marzycielach.
- Naprawdę? Jeszcze raz?
         Agata zaśmiała się głośniej, jednak pod twardym spojrzeniem siostry uspokoiła się i zaczęła opowiadać.
- Słyszałam o pewnym liceum. Na pierwszy rzut oka szkoła jak każda inna. Jednak nikt z zewnątrz nie wie co skrywa się pod nazwą szkolnego klubu "Marzycieli". Nie jest to bowiem zwyczajny klub zbierający ludzi ze zbyt wybujałą wyobraźnią, lecz wewnętrzna organizacja posiadająca jedynie członków o nadzwyczajnych umiejętnościach. Ich celem jest spełnianie marzeń szkolnych kolegów. Przynajmniej w liceum. Potem to już nie ich problem.
          Siedziba klubu znajduje się w piwnicy budynku, w starej klasie z chemii. Przynajmniej tam przyjmuje się "klientów". Jednakże nawet dyrektor nie wie co znajduje się pod klasą, a właściwie pod całą szkołą. Marzyciele uznali bowiem, że lepiej nie chwalić się super nowoczesnym biurem z równie imponującym laboratorium i kompleksem wypoczynkowym przeznaczonym wyłącznie dla członków klubu. Naturalnie były małe problemy podczas budowy, gdyż trzeba było wyburzyć szkołę i postawić ją na nowo. To o dziwo trwało nieco dłużej niż wakacje. Co zirytowało dyrektora i tylko odpowiednia suma pieniędzy na "remont sali gimnastycznej" zamknęła mu usta oraz przekonała do wątpliwej wersji, iż jest to tylko "niezbędna wymiana instalacji". Później okazało się, że prawdziwym problemem nie było postawienie szkoły, lecz zamontowanie basenu w kompleksie wypoczynkowym. Wróćmy jednak do głównego wątku.
      Aktualnym szefem klubu jest niejaki Maciek Wiński, uczeń drugiej klasy profilu menedżerskiego. Ma on pod sobą czterdziestu siedmiu niezwykle utalentowanych ludzi. Wszyscy, a zwłaszcza on, traktowani są w szkole jak elita, choć nie brakuje złośliwych, którzy im po prostu zazdroszczą. Jednak nie o tym myślał Maciek jadąc windą ze swojego wygodnego biura do starej klasy z chemii, ale o tym kim jest tajemniczy gość za drzwiami klasy. Chłopak uparcie wpatrywał się w swój tablet, który pokazywał czarno-biały obraz z kamery ustawionej przed wejściem, a dokładniej czarno-białą postać w tak wielkiej bluzie, że nie można było dostrzec żadnych znaków szczególnych. Zazwyczaj nie wpuszczali osób, których nie da się zidentyfikować. Jednak czujniki nie wykryły o niego broni, więc zdecydowano, że zrobią wyjątek i go wpuszczą. Jedynym warunkiem było to, żeby szef sam go obsłużył.
- Jasne, jak jest jakaś podejrzana robota to zawsze mnie wypychają. Że niby mam im dać przykład. Tak, pewnie i co jeszcze?- Dokończył z ironią. Następnie prychnął usiadł za biurkiem nauczyciela otworzył zamek za pomocą tabletu i wpuścił przybysza. Kiedy tylko klient przekroczył próg i zdjął kaptur Maciek uniósł brew ze zdziwienia, a na jego tablecie od razu pojawiły się wszystkie dane dotyczące gościa. Bogusław Podlaski, uczeń pierwszej klasy, profil matematyczno-fizyczny, wzorowy uczeń, wycofany z życia towarzyskiego. Szef klubu przyjrzał się chłopakowi. Był wysoki, ale wątły. W swojej bluzie zmieściłby się jeszcze trzy razy Szpakowatą twarz prawie całkowicie zasłaniały ogromne okulary oraz przydługie kasztanowe włosy. A jego duże oczy w kolorze mlecznej czekolady z przestrachem rozglądały się po klasie.
        Maciek szybko otrząsnął się z szoku i przybrał pokerową twarz zawodowca.
- Może usiądziesz?- Spytał wskazując krzesło ustawione przed biurkiem.
         Chłopak posłusznie usiadł we wskazanym miejscu.
- Nazywasz się Bogusław Podlaski, prawda?
- Tak... Skąd wiesz?- Teraz to gość nie krył zdziwienia.
- Wiem to i owo. Poza tym chodzisz do klasy z Magdą Skalską, a ona należy do naszego klubu. Wróćmy jednak do tematu. W czym leży problem?
- Nie jestem zbyt popularny, ani lubiany. Nie mam nawet jednego przyjaciela.- Mówiąc to spuścił głowę i zacisnął pięści, a po policzku spłynęła mu łza.
- Jeśli dobrze zrozumiałem to twoim marzeniem jest zdobyć przyjaciela, tak?- Spytał szukając czegoś nerwowo po szufladach biurka.
- Co? Nie. Ja chcę być popularny. To przecież wiąże się z posiadaniem mnóstwa przyjaciół, prawda?
        Maciek, aż się wyprostował po usłyszeniu słów chłopaka.
- Prawdę mówiąc, zdziwiła mnie twoja logika, ale jak chcesz.
       Chłopak znów zajrzał do szuflady i było tam to czego szukał. Pudełko chusteczek, ale była przyklejona do niego kartka. Nie tak nerwowo, bo ci trądzik wyskoczy. My też potrzebujemy trochę czasu ;). Po zapoznaniu się z treścią chłopak pozbył się kartki, burknął pod nosem coś o braku szacunku, a chusteczki podał klientowi.
- Trzymaj i nie rycz. Płakać mogą tylko dziewczyny, dzieci i miłosne mięczaki!- Ostatnie sformułowanie wręcz wykrzyczał.- Tak wiem, że mnie słyszysz, Łukasz!
        Zaraz potem wyciągnął z szuflady kolejną karteczkę tym razem pełną niezbyt stosownych wyrażeń. Chłopak tylko się zaśmiał po czym zgniótł wiadomość i wyrzucił. Jednak kiedy zobaczył zagubiony wyraz klienta spoważniał.
- Wybacz, to przez ten stres.- Odchrząknął i wrócił do urwanego wątku.- Bogusław, słuchaj, teraz wypełnisz formularz. Nie jest na ocenę, lecz musisz pamiętać, by być całkowicie szczerym wypełniając go. Inaczej ci nie pomożemy. Jasne?
- Chyba tak. Gdzie go mam wypełnić?
- Zostawiliśmy tu jedną ławkę. - Wskazał zacieniony kąt klasy.- Została ustawiona tak, by zapewnić ci trochę prywatności. Powinien tam też być piórnik z przyborami. Skoro wszystko jasne to idź już, tak, a ja przyniosę formularz.
       Chłopak z ociąganiem poszedł we wskazane miejsce, a  przewodniczący klubu podszedł do dużej szafki stojącej z boku i wyciągnął z niej formularz. Po chwili wahania wziął też drugi, a kartkę do niego przyczepioną schował do kieszeni. Następnie wrócił do gościa i wręczył mu arkusze.
- Ale miał być jeden formularz.
- Czy to jakiś problem, że jest w dwóch częściach?
- Nie, tylko tak pytam.
      Następna godzina minęła w ciszy zakłócanej jedynie buczeniem lamp i skrobaniem przyborów po papierze. Obaj chłopcy byli bardzo zajęci. Bogusław wypełnianiem formularzy, a Maciek grą w "Angry Birds".
- Skończyłem. - Odezwał się po pewny czasie klient.
- Fajnie. Połóż tu formularze i wracaj na lekcje. Właśnie zaczęła ci się matematyka. Nie przejmuj się, usprawiedliwiliśmy twoją nieobecność na innych przedmiotach. Po lekcjach czekać na ciebie będzie kilka osób z naszego klubu. Słuchaj ich, a szybko spełnisz swoje marzenie. Rozumiesz?
- Tak. Chyba...
- No i dobrze. A teraz zmiataj na lekcje.
         Kiedy tylko drzwi zatrzasnęły się za klientem, Maciek odetchnął głęboko, schował formularze do szafki i wrócił windą do swojego gabinetu. Tak jak się spodziewał w pomieszczeniu ktoś na niego czekał. To była Maja. Jego stara przyjaciółka oraz najbardziej zaufana członkini klubu, w której od pewnego czasu się podkochiwał. Jak zwykle wyglądała wspaniale. Była to drobna dziewczyna o talii osy i długich nogach. Miała rysy elfa, długie, proste czarne włosy z grzywką opadającą na czoło zaczesane w koński ogon. Jej oczy przypominały dwa ogromne szmaragdy. Drobne malinowe usta odcinały się od bladej cery. Chłopakowi na jej widok zawsze przychodziła na myśl "Królewna Śnieżka". Tak też ją nazywał.
- Hej Śnieżko. Nie na lekcjach?- Spytał, gdy tylko zauważył ją siedzącą na biurku.
- Nie. Uznałam, że na ciebie poczekam. A, właśnie, Łukasz prosił, żebyś nie śmiał się już z niego przy klientach. Pozwól, że zacytuję:"Czy ja nie cierpię już wystarczająco przez Nadię?"
     Oboje wybuchnęli śmiechem oczami wyobraźni widząc żałosny ton przyjaciela. Łukasz to Romeo klubu. Zakochiwał się bowiem równie często co kupował nowe ubrania, inaczej mówiąc co najmniej parę razy na miesiąc. Niestety jeśli jakaś z jego licznych miłości nie była nim zainteresowana popadał w depresje i płakał tuląc się do pluszowego misia. Jest to mimo wszystko dość zabawny widok, gdyż Łukasza spokojnie można nazwać greckim Adonisem z burzą krótkich, czarnych loczków oraz kozią bródką.
- Nie mów, że znowu płakał.- Maciek z trudem panował nad śmiechem.
- Jak tylko wyszedłeś rozpoczął swoje lamenty, a jak zacząłeś się z niego śmiać przy kliencie to już w ogóle się rozkleił. A spróbuj mu wytłumaczyć, że nie warto płakać za jakąś Nadią to rzuci się na ciebie z pazurami. W końcu ona była idealna. - Maja zakreśliła w powietrzu rękami w geście, który oznaczał, że chodziło wyłącznie o wielkość stanika ukochanej Łukasza.- Uspokoił się dopiero, kiedy Klaudia obiecała zdobyć dla niego jakieś specjalne numery "Playboya". Zupełnie jak dziecko!
- Wiesz, może sobie na to pozwolić. Jest przystojny, bogaty i niezwykle uzdolniony.
      Maja prychnęła i zeskoczyła z biurka przysuwając się tym samym do Maćka.
- Jak my wszyscy! Niestety często są to nasze jedyne cechy wspólne. - Kiedy to powiedziała, odwróciła się od chłopaka i spuściła głowę.- Jest jeszcze to cholerne brzemię. Cena, którą wszyscy musimy spłacić.- Dziewczyna objęła się rękami, a po jej policzku zaczęła wolno spływać łza. Maciek szybko starł jej łzę kciukiem oraz mocno ją przytulił.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Strasznie przepraszam, że w marcu nic nie dodałam. Ale obiecuje, że w tym albo wyjdą dwie części, albo jedna dłuższa i to już za tydzień. Jeszcze raz przepraszam. Mam nadzieje, że się nie zniechęcicie i dalej będziecie śledzić losy  Amelii. :)

piątek, 22 lutego 2013

Pożegnanie Sonii

To krótkie opowiadanie dedykuję mojej wspaniałej kumpeli Sonii, która niestety zmienia szkołę. I dlatego, że nie mogę nic więcej zrobić, napisałam to.


Sonia
Kim jest Sonia? Cóż, sporo tego. Ale najważniejsze w niej jest to, że jest cudowną dziewczyną i wspaniałą przyjaciółką. Pewnie spodziewacie się opisu pięknej niewiasty, która czeka na księcia z bajki. Jeśli tak, to muszę was zawieść. Sonia jest postawna, silna i niezależna. Być może dlatego w dzieciństwie uważano ją za chłopczycę. Z usposobienia jest radosna. A z charakteru odważna, szalona i bezczelna. Im dłużej się ją zna tym piękniejsza się wydaje. Bo mimo, że potrafi dokopać, to dla przyjaciół zrobi wszystko. Dlatego tak ją kochamy. Nikt inny bowiem nie pocieszy cię tak jak ona. Nie doznasz lepszej pomocy i wsparcia od tego, które ona oferuje. A jeśli szukasz towarzysza szaleństw, głupot czy nawet ośmieszenia, to na pewno będzie z tobą. I właśnie z tego powodu ubolewamy. Gdyż odchodzi. Przenosi się daleko od nas. Ale my tego nie chcemy. Potrzebujemy jej jak powietrza. I choć wiem, ze to nic nie da. Błagam na kolanach, by została z nami.

wtorek, 12 lutego 2013

Mam propozycje. Dlatego, że do końca tygodnia pojawi się kolejna część "Pamiętnika"
. A jedna z nowych bohaterek będzie specyficznie ubrana (w stylu "Lolita classic")
To chciałabym dodawać zdjęcia jej stroi. Co wy na to? Tylko dajcie znać, bo nie wiem czy je ściągać. :)
~~Agata

niedziela, 3 lutego 2013

"Wybór"

No to tak. To pierwsze opowiadanie na zamówienie. Mam nadzieje, że Wiktoria jest zadowolona z efektu. ;) Życzę miłego czytania :) Plus polecam tą ciekawą stronkę, zajrzyjcie ^^
http://www.photoblog.pl/coma28/138253540/wuam.html
~~Agata

                                                                       
                                                                          "Wybór"

           Zapaliłam kolejnego papierosa. Wszyscy już wrócili do domu, więc siedziałam sama. Duszący dym owionął moją twarz. Było mi przyjemnie. Od dawna nie byłam tak odprężona. Siedziałam w przyjemnej ciszy, ale wtedy...
- Naprawdę? Kolejny? Tak szybko chcesz umrzeć? – czyjś ciepły, miękki głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Mogę wiedzieć, co ci do tego? Ta miejscówka jest już zajęta, więc jeśli nie chcesz oberwać, to radzę ci… - odwróciłam się i moim oczom ukazał się młody chłopak, mógł mieć osiemnaście lat, ale na twarzy miał wypisane doświadczenie kogoś o wiele starszego. Był wysoki i dobrze zbudowany, miał jasną, jakby lekko lśniącą cerę, niesforne, karmelowe włosy, które co jakiś czas opadały mu na twarz. Ubrany był dość zwyczajnie. Biały T-shirt, na który miał luźno zarzuconą flanelową koszulę w kratę, i dżinsy. Wszystko to w odcieniach bieli i błękitu. Mimo to, wszystko ze sobą współgrało, podkreślając jego atuty i dając niezwykły efekt. Dziwne mogło być jedynie to, że w środku zimy stał na boska, bez kurtki na środku „Palarni” – placu za szkołą ukrytego wśród drzew.
- Możesz zamknąć buzię? Wyglądasz idiotycznie. Karolina? Słuchasz mnie w ogóle? – mówił z uśmiechem. Ale ja go nie słuchałam. Znałam go. Był przy mnie zawsze, kiedy zrobiłam coś dobrze. I zawsze wtedy, kiedy potrzebowałam wsparcia. To…
- Nataniel? Co ty tu robisz? - spytałam cicho, zastanawiając się w duchu, czy nie wypaliłam o jednego jointa za dużo.
- Ładnie to tak? Jestem twoim aniołem stróżem. To chyba logiczne, że jestem przy tobie. – Chciał do mnie podejść, ale go odepchnęłam.
- Nie było cię dziesięć lat! Od śmierci rodziców, czyli od chwili, kiedy potrzebowałam was najbardziej! Co, Seal też tu gdzieś jest? – spytałam z irytacją w głosie. Zauważyłam, że na wspomnienie o moim wewnętrznym demonie zrzedłą mu mina.
- Po pierwsze, to sama chciałaś, żebyśmy ci dali spokój. Po drugie, nigdy tak naprawdę cię nie opuściliśmy. A po trzecie… tak, jest gdzieś, ale uznaliśmy, że lepiej będzie, jeśli nie będziemy się z tobą spotykać razem. Wiesz zresztą, jak się to kończyło. – Zmieszany podrapał się po głowie.
- Dobra. To mam prośbę. Ubierz, wyczaruj, czy co tam chcesz, buty i kurtkę, bo wyglądasz dziwnie.
- Mogę poczarować? Jesteś pewna?
- Tak, tak. Tylko nie przesadź.
- Okej. – Nagle całą Palarnię ogarnęło oślepiające światło. Trwało to może ułamek sekundy, ale i tak bałam się, że ktoś mógł to zauważyć.
- Zgłupiałeś?! Miałeś nie przesadzać! Gdzie mój papieros?! – Byłam wściekła, ale kiedy go ujrzałam, to zaniemówiłam. Teraz był ubrany ciepło, ale stylowo i modnie. Wyglądał w tym tak seksownie, że chcąc nie chcąc, zarumieniłam się i nie potrafiłam uspokoić serca, które waliło jak szalone.
- Podobam ci się – oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Co?! Nie! – zaprzeczyłam, ale to sprawiło tylko, że zarumieniłam się jeszcze bardziej, a moje serce osiągnęło zawrotną prędkość. On tylko jeszcze bardziej się uśmiechnął, wziął moją twarz w dłonie oraz pocałował w czoło.
- Jestem z tobą od zawsze. Na moich oczach wyrosłaś na piękną kobietę. To oczywiste, że cię kocham – szeptał mi do ucha.
- Skąd mam mieć pewność, że istniejesz? – Miałam wiele pytań, ale to wydało mi się najważniejsze.
- Cóż, za chwilę tu jakaś twoja koleżanka. Myślę, że ona rozwieje twoje wątpliwości. Ale zanim to nastąpi, chcę, żebyś zobaczyła, jak wyglądasz. – Odsunął się i puścił do mnie oko.  A zanim się obejrzałam, pojawiło się lustro. Nie mogłam jednak uwierzyć w to, co zobaczyłam.
- Coś ty mi zrobił! – Patrzyłam na drobną dziewczynę ubraną w modny płaszczyk i kozaki. Włosy miała upięte w fantazyjny kok. Nie mogłam uwierzyć, że to ja. Wyglądałam pięknie i drogo.
- Łał, Karo, ale wyglądasz! Nieźle! Nie było mnie dziesięć minut, a ty zmieniasz się w królową glamour! I to z jakim facetem! Czym ty jesteś? Modelem? – Na palarnię wkroczyła Sandra. Subtelna jak zwykle.
- Jestem An…
- Aleksander! – przerwałam, zanim Nataniel palnął głupotę. – To Aleksander Anielski.
- Dla przyjaciół Olek. Miło mi. – Na szczęście załapał.
- Cóż, „Olek”, jesteś zajęty? – spytała, klejąc się do niego.
- Tak. Znaczy nie! Znaczy, jest wolny… - z zakłopotania cofnęłam się między drzewa.
- Wybacz mi, ale Karolina się myli. Moje serce już do kogoś należy, więc przykro mi, ale musimy już iść. – Zaskoczył mnie, choć nie protestowałam, kiedy wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę ulicy. Spędziliśmy razem niesamowity wieczór. Kiedy odstawił mnie pod dom, długo rozmawialiśmy, ale gdy odwróciłam się w stronę drzwi, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Był to pocałunek namiętny, ale niewinny i przepełniony czystą miłością.
- Przyjdziesz jutro? Chcę mieć pewność, że to nie sen – szepnęłam.
- Niestety nie. Jutro przyjdzie Seal. Też chce cię zobaczyć. I niestety znam cię na tyle, że wiem, iż na tym jednym spotkaniu nie poprzestaniecie. – Skrzywił się, a ja nic z tego nie zrozumiałam.
Następnego dnia w nieciekawy sposób zostałam obudzona.
- Wstawaj, wstawaj, wstawaj… - rozchodziło się co pięć sekund wraz z miarowym popychaniem mnie w bok.
- Już! – ryknęłam i usiadłam na łóżku. – O ja p***dolę, co ty tu robisz!
- Słodka jak zwykle – nieziemski uśmiech Seala zbił mnie z tropu, ale wtedy przypomniałam sobie o swoim stanie. Obśliniona, spocona i w piżamie. – Skończ się przejmować wyglądem. Mi to nie robi różnicy.
- Ale mi robi – odburknęłam. – Oczywiście, zanim zdążyłam zareagować, miałam już na sobie ulubioną, za dużą bluzę i starte dżinsy. - Możesz mi tu nie czarować?
- Nie rozumiem problemu. Doskonale wiesz, że gdyby to ode mnie zależało, to nie miałabyś na sobie żadnych ubrań. – Oczywiście przez tą wypowiedź oberwał w twarz poduszką, ale i tak tylko się uśmiechnął. Nic się nie zmienił. Jego niesforne, czarne włosy i ciemne oczy kontrastowały z jasną cerą, ale był przez to jeszcze bardziej tajemniczy i uwodzicielski. Ciało, na którego widok każda dziewczyna zemdlałaby z zachwytu. Nawet jego styl się nie zmienił. Starte, wąskie dżinsy, obcisły T-shirt z Black Sabbath, skórzana kurtka i ciężkie buty. On, w przeciwieństwie do Nataniela, nie był na tyle stosowny, bo poczekać z ujawnianiem uczuć, aż dorosnę. To pewnie dal większości zabawne, ale kiedy miałam pięć lat, Seal wyznał mi miłość. Oczywiście traktowałam go jak brata. Chociaż teraz znaczy dla mnie więcej niż podejrzewałam.
- Będziesz się tak gapić, czy w końcu zdradzisz mi swój plan na dziś? Zaskocz mnie – powiedziałam prowokacyjnie.
Wiedziałam, że tylko na to czekał, bo uśmiechnął się chytrze i pociągnął mnie za sobą. Był to najbardziej szalony i cudowny dzień w moim życiu. Zaczynając od ścigania się na motorach, kończąc na romantycznej kolacji na czyjejś łące. Robiliśmy wszystko, na co miałam ochotę. Mimo, że wiele rzeczy było jego pomysłem, to do niczego mnie nie zmuszał. Bawiliśmy się do nocy i kiedy trzeba było wracać, powtórzyła się wczorajsza sytuacja. Tyle, że tuż przed pocałunkiem otrząsnęłam się.
- Nie mogę. Przepraszam. – Po wczorajszym wydarzeniu po prostu nie mogłam tego zrobić Natanielowi. Mimo, że kochałam ich oboje tak samo.
- Chcesz tego, a pan dobry i tak wie, że kochasz nas obu. Po prostu chcemy, żebyś najpierw nas poznała, zanim dokonasz wyboru. Nawet nie będzie na ciebie zły. No, najwyżej każe ci się odkazić. – Zaśmialiśmy się. Tak, dobrze wiedział o czym myślę. W końcu uznałam, że żyje się tylko raz i przyciągnęłam go do siebie w namiętnym pocałunku. Ale na tym się nie skończyło. Obściskując się, weszliśmy do domu. Czułam, jak ściąga ze mnie kurtkę i kolejne warstwy ubrań. Ja nie byłam mu dłużna. Dotyk jego zimnych palców na mojej skórze był rozkoszny.
- No, na dzisiaj starczy – szepnął. Jednak ja przyciągnęłam go so siebie mocniej. Ten tylko się zaśmiał i odsunął. – Uwierz mi, jakbym mógł, to spędziłbym z tobą wieczność – powiedział i zniknął.
Następnego dnia spotkałam się z Natanielem. I mimo, że każdy kolejny dzień był piękniejszy od poprzedniego, to czułam się źle z tym, że tak ich traktuję. Przy aniele wreszcie odnalazłam spokój i szczęście. Ale dzięki Sealowi czułam, że żyję i byłam szczęśliwa. Choć tak się różnili, to jednak obojga kochałam tak samo. Kiedy razem z Natanielem oglądałam film, to on trzymał mnie w objęciach jak najdelikatniejszy i największy skarb (który co jakiś czas zostawał pocałowany w czubek głowy). Za to z Sealem… cóż, powiem tak, film oglądaliśmy językiem migowym.
Oczywiście dość późno poinformowali mnie, że wyboru dokonam po śmierci. Co mimo wszystko mnie zirytowało, bo miałam dość umawiania się z nimi na zmianę. Życie bywa jednak zaskakujące. Kiedy w dniu matury uciekł mi autobus, to próbowałam dobiec na dworzec. Skończyło się to tym, że nie zauważyłam tira, no i znalazłam się w zaświatach (Dlaczego przed maturą?!).
Aktualnie stoję na rozdrożu. Nadszedł czas mojego wyboru. Czy odrodzę się jako anioł przy Natanielu? Lub może jako demon przy Sealu?



czwartek, 24 stycznia 2013

Ogłoszenia parafialne!
"Pamiętnik Wybawicielki" będzie ukazywał się raz w miesiącu w odcinkach. Zamówienia  na krótkie opowiadania można składać cały czas i będą się ukazywały do 2 tygodni po zamówieniu w zależności od ilości zamówień! Zamówienia składajcie pod ostatnio dodanym postem. To chyba wszystko, więc życzę miłego czytania ;)

~Agata~

czwartek, 17 stycznia 2013

Pamiętaj, będę czuwał

Dramię, dramię  i w końcu wydramiłam takie coś. Uznałam, że warto zrobić przerwę. Nie ma się co martwić. Będą dalsze części Pamiętnika, ale chciałam trochę urozmaicić. I ostrzegam, tak będzie co jakiś czas. Aha, i przyjmuje też prywatne zamówienia. Chcecie jakieś krótkie opowiadanie na konkretny temat,  piszcie w komentarzu, a na pewno napisze ;)
Bym zapomniała. Polecam czytając to, słuchać jednocześnie tej piosenki. Fajnie podkręca nastrój. :P http://www.youtube.com/watch?v=aHjpOzsQ9YI  Miłego słuchania i czytania! :D


"Pamiętaj, będę czuwał"

Panorama Warszawy. To widzę stojąc na balkonie mojego apartamentu. W ręce trzymam jego zdjęcie. Minął rok, a ja dalej nie umiem się pozbierać. Wciąż czuję jego zapach. Gubię się w głębi jego oczu. Każdego ranka brakuje mi jego bliskości. Ten przypływ wspomnień otwiera na nowo ranę w mym sercu, drażniąc ją solą. Zaczynam płakać. Po policzku toczą się łzy, a jedna z nich spada na zdjęcie. Teraz i on płacze. Nie mogę tego znieść, więc gniotę je i pozwalam, by porwał je wiatr. Jaki był początek końca? Właśnie tu. Staliśmy wtuleni w siebie. Oświadczył mi się, a ja ze szczęścia potrafiłam tylko stać i patrzeć przed siebie. Nagle zabrzmiała muzyka. To on ją puścił, by móc porwać mnie w romantyczny taniec. Wyszeptał mi do ucha, że to nie koniec niespodzianek na dziś. Choć dla mnie na dziś to koniec. Jestem zmęczona, a ta nagła fala bólu w niczym nie pomaga.
         Jest nowy dzień. A ja zamiast o wszystkim zapomnieć, dalej jadę śladem wspomnień. Dosłownie. Tamtego wieczoru kiedy muzyka ucichła zabrał mnie do samochodu obiecując, że zobaczę coś niesamowitego. Jechaliśmy dokładnie tą samą drogą co ja teraz. Zjechałam na pobocze i zapaliłam znicz. To właśnie tu. Czy coś pamiętam z wypadku? Tylko wielki błysk i pobudkę w szpitalu. Kiedy mój stan był stabilny, lekarz oświadczył, że mój narzeczony przegrał walkę o życie. Ale wcześniej prosił o zapisanie dla mnie kilku słów. Lekarz dał mi do ręki kopertę, której zawartość od razu wysypałam na łóżko. To była mapa, złoty łańcuszek z wisiorkiem w kształcie serca. Znajdowało się w nim zdjęcie z naszej pierwszej randki. Oraz list. Pisał w nim, że przeprasza, bo nie tak miało być. Chciał mnie zabrać w cudne miejsce w parku łazienkowskim. Mapę mieliśmy oprawić później w ramkę na pamiątkę. Tam też chciał mi wręczyć wisiorek. Ostatnie słowa w liście brzmiały : "Żyj dalej i szukaj miłości, a ja zawsze będę czuwał. No, trzymaj się mała" Nigdy nie byłam w miejscu z mapy, ale może czas to zmienić?
           Dotarłam. Faktycznie jest tu niesamowicie. Tam przy rzece ktoś stoi. To niemożliwe! Wygląda jak on! "Szukaj miłości, a ja zawsze będę czuwał" Dopiero teraz zrozumiałam. Żyć dalej to nie znaczy zapomnieć. Nie muszę rozpamiętywać przyszłości. Bo niezależnie od wszystkiego moja miłość nie zniknie, a on będzie czuwał.