Strasznie przepraszam, że nic nie dodawałam. W tym roku jednak niestety tak będzie często, bo mam strasznie dużo na głowie plus jeszcze egzaminy :o To pierwsza część krótkiego opowiadania, które jest przerwą od "Pamiętnika Wybawicielki" oraz zamówieniem dla mojej drogiej koleżanki. ;** Mam nadzieje, że wszystkim się spodoba.
Miłego czytania :3
"Marzyciele"
Natalia podniosła się lekko, żeby siostra mogła poprawić jej poduszki. Choć nie był to duży wysiłek na twarzy dziewczyny pojawił się grymas bólu. Agata westchnęła ciężko.
- Dobrze, ty się kładź i nie ruszaj, bo wyglądasz okropnie. - Popatrzyła na siostrę z troską w oczach.
- Dzięki. - Odchrypnęła jej Natalia.- Powiem ci to samo jak będziesz szła na komers.
- Ha, ha, ha! Widzę, że wracasz do zdrowia! Wrodzone poczucie humoru cię nie opuszcza!
Siostry zaśmiały się wesoło, lecz śmiech jednej z nich mieszał się z suchym kaszlem. Słysząc to Agacie mimowolnie wróciła powaga.
-Wiesz... Ja już pójdę, a ty spróbuj zasnąć dobrze?
Dziewczyna obróciła się w stronę drzwi, lecz Natalia złapała ją za rękaw koszuli i nie pozwoliła iść dalej.
- Nigdzie nie idziesz! Ja się tu zanudzę! Zostań... do powrotu rodziców.
- Dobrze. - Agata z ciężkim westchnieniem usiadła na łóżku siostry. - To co chcesz robić?
- Chcę usłyszeć historię.
- Znowu?- Agata zaśmiała się cicho.- Dobrze, ale o czym?
- Tę o Marzycielach.
- Naprawdę? Jeszcze raz?
Agata zaśmiała się głośniej, jednak pod twardym spojrzeniem siostry uspokoiła się i zaczęła opowiadać.
- Słyszałam o pewnym liceum. Na pierwszy rzut oka szkoła jak każda inna. Jednak nikt z zewnątrz nie wie co skrywa się pod nazwą szkolnego klubu "Marzycieli". Nie jest to bowiem zwyczajny klub zbierający ludzi ze zbyt wybujałą wyobraźnią, lecz wewnętrzna organizacja posiadająca jedynie członków o nadzwyczajnych umiejętnościach. Ich celem jest spełnianie marzeń szkolnych kolegów. Przynajmniej w liceum. Potem to już nie ich problem.
Siedziba klubu znajduje się w piwnicy budynku, w starej klasie z chemii. Przynajmniej tam przyjmuje się "klientów". Jednakże nawet dyrektor nie wie co znajduje się pod klasą, a właściwie pod całą szkołą. Marzyciele uznali bowiem, że lepiej nie chwalić się super nowoczesnym biurem z równie imponującym laboratorium i kompleksem wypoczynkowym przeznaczonym wyłącznie dla członków klubu. Naturalnie były małe problemy podczas budowy, gdyż trzeba było wyburzyć szkołę i postawić ją na nowo. To o dziwo trwało nieco dłużej niż wakacje. Co zirytowało dyrektora i tylko odpowiednia suma pieniędzy na "remont sali gimnastycznej" zamknęła mu usta oraz przekonała do wątpliwej wersji, iż jest to tylko "niezbędna wymiana instalacji". Później okazało się, że prawdziwym problemem nie było postawienie szkoły, lecz zamontowanie basenu w kompleksie wypoczynkowym. Wróćmy jednak do głównego wątku.
Aktualnym szefem klubu jest niejaki Maciek Wiński, uczeń drugiej klasy profilu menedżerskiego. Ma on pod sobą czterdziestu siedmiu niezwykle utalentowanych ludzi. Wszyscy, a zwłaszcza on, traktowani są w szkole jak elita, choć nie brakuje złośliwych, którzy im po prostu zazdroszczą. Jednak nie o tym myślał Maciek jadąc windą ze swojego wygodnego biura do starej klasy z chemii, ale o tym kim jest tajemniczy gość za drzwiami klasy. Chłopak uparcie wpatrywał się w swój tablet, który pokazywał czarno-biały obraz z kamery ustawionej przed wejściem, a dokładniej czarno-białą postać w tak wielkiej bluzie, że nie można było dostrzec żadnych znaków szczególnych. Zazwyczaj nie wpuszczali osób, których nie da się zidentyfikować. Jednak czujniki nie wykryły o niego broni, więc zdecydowano, że zrobią wyjątek i go wpuszczą. Jedynym warunkiem było to, żeby szef sam go obsłużył.
- Jasne, jak jest jakaś podejrzana robota to zawsze mnie wypychają. Że niby mam im dać przykład. Tak, pewnie i co jeszcze?- Dokończył z ironią. Następnie prychnął usiadł za biurkiem nauczyciela otworzył zamek za pomocą tabletu i wpuścił przybysza. Kiedy tylko klient przekroczył próg i zdjął kaptur Maciek uniósł brew ze zdziwienia, a na jego tablecie od razu pojawiły się wszystkie dane dotyczące gościa. Bogusław Podlaski, uczeń pierwszej klasy, profil matematyczno-fizyczny, wzorowy uczeń, wycofany z życia towarzyskiego. Szef klubu przyjrzał się chłopakowi. Był wysoki, ale wątły. W swojej bluzie zmieściłby się jeszcze trzy razy Szpakowatą twarz prawie całkowicie zasłaniały ogromne okulary oraz przydługie kasztanowe włosy. A jego duże oczy w kolorze mlecznej czekolady z przestrachem rozglądały się po klasie.
Maciek szybko otrząsnął się z szoku i przybrał pokerową twarz zawodowca.
- Może usiądziesz?- Spytał wskazując krzesło ustawione przed biurkiem.
Chłopak posłusznie usiadł we wskazanym miejscu.
- Nazywasz się Bogusław Podlaski, prawda?
- Tak... Skąd wiesz?- Teraz to gość nie krył zdziwienia.
- Wiem to i owo. Poza tym chodzisz do klasy z Magdą Skalską, a ona należy do naszego klubu. Wróćmy jednak do tematu. W czym leży problem?
- Nie jestem zbyt popularny, ani lubiany. Nie mam nawet jednego przyjaciela.- Mówiąc to spuścił głowę i zacisnął pięści, a po policzku spłynęła mu łza.
- Jeśli dobrze zrozumiałem to twoim marzeniem jest zdobyć przyjaciela, tak?- Spytał szukając czegoś nerwowo po szufladach biurka.
- Co? Nie. Ja chcę być popularny. To przecież wiąże się z posiadaniem mnóstwa przyjaciół, prawda?
Maciek, aż się wyprostował po usłyszeniu słów chłopaka.
- Prawdę mówiąc, zdziwiła mnie twoja logika, ale jak chcesz.
Chłopak znów zajrzał do szuflady i było tam to czego szukał. Pudełko chusteczek, ale była przyklejona do niego kartka. Nie tak nerwowo, bo ci trądzik wyskoczy. My też potrzebujemy trochę czasu ;). Po zapoznaniu się z treścią chłopak pozbył się kartki, burknął pod nosem coś o braku szacunku, a chusteczki podał klientowi.
- Trzymaj i nie rycz. Płakać mogą tylko dziewczyny, dzieci i miłosne mięczaki!- Ostatnie sformułowanie wręcz wykrzyczał.- Tak wiem, że mnie słyszysz, Łukasz!
Zaraz potem wyciągnął z szuflady kolejną karteczkę tym razem pełną niezbyt stosownych wyrażeń. Chłopak tylko się zaśmiał po czym zgniótł wiadomość i wyrzucił. Jednak kiedy zobaczył zagubiony wyraz klienta spoważniał.
- Wybacz, to przez ten stres.- Odchrząknął i wrócił do urwanego wątku.- Bogusław, słuchaj, teraz wypełnisz formularz. Nie jest na ocenę, lecz musisz pamiętać, by być całkowicie szczerym wypełniając go. Inaczej ci nie pomożemy. Jasne?
- Chyba tak. Gdzie go mam wypełnić?
- Zostawiliśmy tu jedną ławkę. - Wskazał zacieniony kąt klasy.- Została ustawiona tak, by zapewnić ci trochę prywatności. Powinien tam też być piórnik z przyborami. Skoro wszystko jasne to idź już, tak, a ja przyniosę formularz.
Chłopak z ociąganiem poszedł we wskazane miejsce, a przewodniczący klubu podszedł do dużej szafki stojącej z boku i wyciągnął z niej formularz. Po chwili wahania wziął też drugi, a kartkę do niego przyczepioną schował do kieszeni. Następnie wrócił do gościa i wręczył mu arkusze.
- Ale miał być jeden formularz.
- Czy to jakiś problem, że jest w dwóch częściach?
- Nie, tylko tak pytam.
Następna godzina minęła w ciszy zakłócanej jedynie buczeniem lamp i skrobaniem przyborów po papierze. Obaj chłopcy byli bardzo zajęci. Bogusław wypełnianiem formularzy, a Maciek grą w "Angry Birds".
- Skończyłem. - Odezwał się po pewny czasie klient.
- Fajnie. Połóż tu formularze i wracaj na lekcje. Właśnie zaczęła ci się matematyka. Nie przejmuj się, usprawiedliwiliśmy twoją nieobecność na innych przedmiotach. Po lekcjach czekać na ciebie będzie kilka osób z naszego klubu. Słuchaj ich, a szybko spełnisz swoje marzenie. Rozumiesz?
- Tak. Chyba...
- No i dobrze. A teraz zmiataj na lekcje.
Kiedy tylko drzwi zatrzasnęły się za klientem, Maciek odetchnął głęboko, schował formularze do szafki i wrócił windą do swojego gabinetu. Tak jak się spodziewał w pomieszczeniu ktoś na niego czekał. To była Maja. Jego stara przyjaciółka oraz najbardziej zaufana członkini klubu, w której od pewnego czasu się podkochiwał. Jak zwykle wyglądała wspaniale. Była to drobna dziewczyna o talii osy i długich nogach. Miała rysy elfa, długie, proste czarne włosy z grzywką opadającą na czoło zaczesane w koński ogon. Jej oczy przypominały dwa ogromne szmaragdy. Drobne malinowe usta odcinały się od bladej cery. Chłopakowi na jej widok zawsze przychodziła na myśl "Królewna Śnieżka". Tak też ją nazywał.
- Hej Śnieżko. Nie na lekcjach?- Spytał, gdy tylko zauważył ją siedzącą na biurku.
- Nie. Uznałam, że na ciebie poczekam. A, właśnie, Łukasz prosił, żebyś nie śmiał się już z niego przy klientach. Pozwól, że zacytuję:"Czy ja nie cierpię już wystarczająco przez Nadię?"
Oboje wybuchnęli śmiechem oczami wyobraźni widząc żałosny ton przyjaciela. Łukasz to Romeo klubu. Zakochiwał się bowiem równie często co kupował nowe ubrania, inaczej mówiąc co najmniej parę razy na miesiąc. Niestety jeśli jakaś z jego licznych miłości nie była nim zainteresowana popadał w depresje i płakał tuląc się do pluszowego misia. Jest to mimo wszystko dość zabawny widok, gdyż Łukasza spokojnie można nazwać greckim Adonisem z burzą krótkich, czarnych loczków oraz kozią bródką.
- Nie mów, że znowu płakał.- Maciek z trudem panował nad śmiechem.
- Jak tylko wyszedłeś rozpoczął swoje lamenty, a jak zacząłeś się z niego śmiać przy kliencie to już w ogóle się rozkleił. A spróbuj mu wytłumaczyć, że nie warto płakać za jakąś Nadią to rzuci się na ciebie z pazurami. W końcu ona była idealna. - Maja zakreśliła w powietrzu rękami w geście, który oznaczał, że chodziło wyłącznie o wielkość stanika ukochanej Łukasza.- Uspokoił się dopiero, kiedy Klaudia obiecała zdobyć dla niego jakieś specjalne numery "Playboya". Zupełnie jak dziecko!
- Wiesz, może sobie na to pozwolić. Jest przystojny, bogaty i niezwykle uzdolniony.
Maja prychnęła i zeskoczyła z biurka przysuwając się tym samym do Maćka.
- Jak my wszyscy! Niestety często są to nasze jedyne cechy wspólne. - Kiedy to powiedziała, odwróciła się od chłopaka i spuściła głowę.- Jest jeszcze to cholerne brzemię. Cena, którą wszyscy musimy spłacić.- Dziewczyna objęła się rękami, a po jej policzku zaczęła wolno spływać łza. Maciek szybko starł jej łzę kciukiem oraz mocno ją przytulił.