piątek, 22 lutego 2013

Pożegnanie Sonii

To krótkie opowiadanie dedykuję mojej wspaniałej kumpeli Sonii, która niestety zmienia szkołę. I dlatego, że nie mogę nic więcej zrobić, napisałam to.


Sonia
Kim jest Sonia? Cóż, sporo tego. Ale najważniejsze w niej jest to, że jest cudowną dziewczyną i wspaniałą przyjaciółką. Pewnie spodziewacie się opisu pięknej niewiasty, która czeka na księcia z bajki. Jeśli tak, to muszę was zawieść. Sonia jest postawna, silna i niezależna. Być może dlatego w dzieciństwie uważano ją za chłopczycę. Z usposobienia jest radosna. A z charakteru odważna, szalona i bezczelna. Im dłużej się ją zna tym piękniejsza się wydaje. Bo mimo, że potrafi dokopać, to dla przyjaciół zrobi wszystko. Dlatego tak ją kochamy. Nikt inny bowiem nie pocieszy cię tak jak ona. Nie doznasz lepszej pomocy i wsparcia od tego, które ona oferuje. A jeśli szukasz towarzysza szaleństw, głupot czy nawet ośmieszenia, to na pewno będzie z tobą. I właśnie z tego powodu ubolewamy. Gdyż odchodzi. Przenosi się daleko od nas. Ale my tego nie chcemy. Potrzebujemy jej jak powietrza. I choć wiem, ze to nic nie da. Błagam na kolanach, by została z nami.

wtorek, 12 lutego 2013

Mam propozycje. Dlatego, że do końca tygodnia pojawi się kolejna część "Pamiętnika"
. A jedna z nowych bohaterek będzie specyficznie ubrana (w stylu "Lolita classic")
To chciałabym dodawać zdjęcia jej stroi. Co wy na to? Tylko dajcie znać, bo nie wiem czy je ściągać. :)
~~Agata

niedziela, 3 lutego 2013

"Wybór"

No to tak. To pierwsze opowiadanie na zamówienie. Mam nadzieje, że Wiktoria jest zadowolona z efektu. ;) Życzę miłego czytania :) Plus polecam tą ciekawą stronkę, zajrzyjcie ^^
http://www.photoblog.pl/coma28/138253540/wuam.html
~~Agata

                                                                       
                                                                          "Wybór"

           Zapaliłam kolejnego papierosa. Wszyscy już wrócili do domu, więc siedziałam sama. Duszący dym owionął moją twarz. Było mi przyjemnie. Od dawna nie byłam tak odprężona. Siedziałam w przyjemnej ciszy, ale wtedy...
- Naprawdę? Kolejny? Tak szybko chcesz umrzeć? – czyjś ciepły, miękki głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Mogę wiedzieć, co ci do tego? Ta miejscówka jest już zajęta, więc jeśli nie chcesz oberwać, to radzę ci… - odwróciłam się i moim oczom ukazał się młody chłopak, mógł mieć osiemnaście lat, ale na twarzy miał wypisane doświadczenie kogoś o wiele starszego. Był wysoki i dobrze zbudowany, miał jasną, jakby lekko lśniącą cerę, niesforne, karmelowe włosy, które co jakiś czas opadały mu na twarz. Ubrany był dość zwyczajnie. Biały T-shirt, na który miał luźno zarzuconą flanelową koszulę w kratę, i dżinsy. Wszystko to w odcieniach bieli i błękitu. Mimo to, wszystko ze sobą współgrało, podkreślając jego atuty i dając niezwykły efekt. Dziwne mogło być jedynie to, że w środku zimy stał na boska, bez kurtki na środku „Palarni” – placu za szkołą ukrytego wśród drzew.
- Możesz zamknąć buzię? Wyglądasz idiotycznie. Karolina? Słuchasz mnie w ogóle? – mówił z uśmiechem. Ale ja go nie słuchałam. Znałam go. Był przy mnie zawsze, kiedy zrobiłam coś dobrze. I zawsze wtedy, kiedy potrzebowałam wsparcia. To…
- Nataniel? Co ty tu robisz? - spytałam cicho, zastanawiając się w duchu, czy nie wypaliłam o jednego jointa za dużo.
- Ładnie to tak? Jestem twoim aniołem stróżem. To chyba logiczne, że jestem przy tobie. – Chciał do mnie podejść, ale go odepchnęłam.
- Nie było cię dziesięć lat! Od śmierci rodziców, czyli od chwili, kiedy potrzebowałam was najbardziej! Co, Seal też tu gdzieś jest? – spytałam z irytacją w głosie. Zauważyłam, że na wspomnienie o moim wewnętrznym demonie zrzedłą mu mina.
- Po pierwsze, to sama chciałaś, żebyśmy ci dali spokój. Po drugie, nigdy tak naprawdę cię nie opuściliśmy. A po trzecie… tak, jest gdzieś, ale uznaliśmy, że lepiej będzie, jeśli nie będziemy się z tobą spotykać razem. Wiesz zresztą, jak się to kończyło. – Zmieszany podrapał się po głowie.
- Dobra. To mam prośbę. Ubierz, wyczaruj, czy co tam chcesz, buty i kurtkę, bo wyglądasz dziwnie.
- Mogę poczarować? Jesteś pewna?
- Tak, tak. Tylko nie przesadź.
- Okej. – Nagle całą Palarnię ogarnęło oślepiające światło. Trwało to może ułamek sekundy, ale i tak bałam się, że ktoś mógł to zauważyć.
- Zgłupiałeś?! Miałeś nie przesadzać! Gdzie mój papieros?! – Byłam wściekła, ale kiedy go ujrzałam, to zaniemówiłam. Teraz był ubrany ciepło, ale stylowo i modnie. Wyglądał w tym tak seksownie, że chcąc nie chcąc, zarumieniłam się i nie potrafiłam uspokoić serca, które waliło jak szalone.
- Podobam ci się – oznajmił z szerokim uśmiechem.
- Co?! Nie! – zaprzeczyłam, ale to sprawiło tylko, że zarumieniłam się jeszcze bardziej, a moje serce osiągnęło zawrotną prędkość. On tylko jeszcze bardziej się uśmiechnął, wziął moją twarz w dłonie oraz pocałował w czoło.
- Jestem z tobą od zawsze. Na moich oczach wyrosłaś na piękną kobietę. To oczywiste, że cię kocham – szeptał mi do ucha.
- Skąd mam mieć pewność, że istniejesz? – Miałam wiele pytań, ale to wydało mi się najważniejsze.
- Cóż, za chwilę tu jakaś twoja koleżanka. Myślę, że ona rozwieje twoje wątpliwości. Ale zanim to nastąpi, chcę, żebyś zobaczyła, jak wyglądasz. – Odsunął się i puścił do mnie oko.  A zanim się obejrzałam, pojawiło się lustro. Nie mogłam jednak uwierzyć w to, co zobaczyłam.
- Coś ty mi zrobił! – Patrzyłam na drobną dziewczynę ubraną w modny płaszczyk i kozaki. Włosy miała upięte w fantazyjny kok. Nie mogłam uwierzyć, że to ja. Wyglądałam pięknie i drogo.
- Łał, Karo, ale wyglądasz! Nieźle! Nie było mnie dziesięć minut, a ty zmieniasz się w królową glamour! I to z jakim facetem! Czym ty jesteś? Modelem? – Na palarnię wkroczyła Sandra. Subtelna jak zwykle.
- Jestem An…
- Aleksander! – przerwałam, zanim Nataniel palnął głupotę. – To Aleksander Anielski.
- Dla przyjaciół Olek. Miło mi. – Na szczęście załapał.
- Cóż, „Olek”, jesteś zajęty? – spytała, klejąc się do niego.
- Tak. Znaczy nie! Znaczy, jest wolny… - z zakłopotania cofnęłam się między drzewa.
- Wybacz mi, ale Karolina się myli. Moje serce już do kogoś należy, więc przykro mi, ale musimy już iść. – Zaskoczył mnie, choć nie protestowałam, kiedy wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę ulicy. Spędziliśmy razem niesamowity wieczór. Kiedy odstawił mnie pod dom, długo rozmawialiśmy, ale gdy odwróciłam się w stronę drzwi, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Był to pocałunek namiętny, ale niewinny i przepełniony czystą miłością.
- Przyjdziesz jutro? Chcę mieć pewność, że to nie sen – szepnęłam.
- Niestety nie. Jutro przyjdzie Seal. Też chce cię zobaczyć. I niestety znam cię na tyle, że wiem, iż na tym jednym spotkaniu nie poprzestaniecie. – Skrzywił się, a ja nic z tego nie zrozumiałam.
Następnego dnia w nieciekawy sposób zostałam obudzona.
- Wstawaj, wstawaj, wstawaj… - rozchodziło się co pięć sekund wraz z miarowym popychaniem mnie w bok.
- Już! – ryknęłam i usiadłam na łóżku. – O ja p***dolę, co ty tu robisz!
- Słodka jak zwykle – nieziemski uśmiech Seala zbił mnie z tropu, ale wtedy przypomniałam sobie o swoim stanie. Obśliniona, spocona i w piżamie. – Skończ się przejmować wyglądem. Mi to nie robi różnicy.
- Ale mi robi – odburknęłam. – Oczywiście, zanim zdążyłam zareagować, miałam już na sobie ulubioną, za dużą bluzę i starte dżinsy. - Możesz mi tu nie czarować?
- Nie rozumiem problemu. Doskonale wiesz, że gdyby to ode mnie zależało, to nie miałabyś na sobie żadnych ubrań. – Oczywiście przez tą wypowiedź oberwał w twarz poduszką, ale i tak tylko się uśmiechnął. Nic się nie zmienił. Jego niesforne, czarne włosy i ciemne oczy kontrastowały z jasną cerą, ale był przez to jeszcze bardziej tajemniczy i uwodzicielski. Ciało, na którego widok każda dziewczyna zemdlałaby z zachwytu. Nawet jego styl się nie zmienił. Starte, wąskie dżinsy, obcisły T-shirt z Black Sabbath, skórzana kurtka i ciężkie buty. On, w przeciwieństwie do Nataniela, nie był na tyle stosowny, bo poczekać z ujawnianiem uczuć, aż dorosnę. To pewnie dal większości zabawne, ale kiedy miałam pięć lat, Seal wyznał mi miłość. Oczywiście traktowałam go jak brata. Chociaż teraz znaczy dla mnie więcej niż podejrzewałam.
- Będziesz się tak gapić, czy w końcu zdradzisz mi swój plan na dziś? Zaskocz mnie – powiedziałam prowokacyjnie.
Wiedziałam, że tylko na to czekał, bo uśmiechnął się chytrze i pociągnął mnie za sobą. Był to najbardziej szalony i cudowny dzień w moim życiu. Zaczynając od ścigania się na motorach, kończąc na romantycznej kolacji na czyjejś łące. Robiliśmy wszystko, na co miałam ochotę. Mimo, że wiele rzeczy było jego pomysłem, to do niczego mnie nie zmuszał. Bawiliśmy się do nocy i kiedy trzeba było wracać, powtórzyła się wczorajsza sytuacja. Tyle, że tuż przed pocałunkiem otrząsnęłam się.
- Nie mogę. Przepraszam. – Po wczorajszym wydarzeniu po prostu nie mogłam tego zrobić Natanielowi. Mimo, że kochałam ich oboje tak samo.
- Chcesz tego, a pan dobry i tak wie, że kochasz nas obu. Po prostu chcemy, żebyś najpierw nas poznała, zanim dokonasz wyboru. Nawet nie będzie na ciebie zły. No, najwyżej każe ci się odkazić. – Zaśmialiśmy się. Tak, dobrze wiedział o czym myślę. W końcu uznałam, że żyje się tylko raz i przyciągnęłam go do siebie w namiętnym pocałunku. Ale na tym się nie skończyło. Obściskując się, weszliśmy do domu. Czułam, jak ściąga ze mnie kurtkę i kolejne warstwy ubrań. Ja nie byłam mu dłużna. Dotyk jego zimnych palców na mojej skórze był rozkoszny.
- No, na dzisiaj starczy – szepnął. Jednak ja przyciągnęłam go so siebie mocniej. Ten tylko się zaśmiał i odsunął. – Uwierz mi, jakbym mógł, to spędziłbym z tobą wieczność – powiedział i zniknął.
Następnego dnia spotkałam się z Natanielem. I mimo, że każdy kolejny dzień był piękniejszy od poprzedniego, to czułam się źle z tym, że tak ich traktuję. Przy aniele wreszcie odnalazłam spokój i szczęście. Ale dzięki Sealowi czułam, że żyję i byłam szczęśliwa. Choć tak się różnili, to jednak obojga kochałam tak samo. Kiedy razem z Natanielem oglądałam film, to on trzymał mnie w objęciach jak najdelikatniejszy i największy skarb (który co jakiś czas zostawał pocałowany w czubek głowy). Za to z Sealem… cóż, powiem tak, film oglądaliśmy językiem migowym.
Oczywiście dość późno poinformowali mnie, że wyboru dokonam po śmierci. Co mimo wszystko mnie zirytowało, bo miałam dość umawiania się z nimi na zmianę. Życie bywa jednak zaskakujące. Kiedy w dniu matury uciekł mi autobus, to próbowałam dobiec na dworzec. Skończyło się to tym, że nie zauważyłam tira, no i znalazłam się w zaświatach (Dlaczego przed maturą?!).
Aktualnie stoję na rozdrożu. Nadszedł czas mojego wyboru. Czy odrodzę się jako anioł przy Natanielu? Lub może jako demon przy Sealu?